39-letni Denis Lisow po zatrzymaniu w poniedziałek na lotnisku Okęcie poprosił o azyl w Polsce. W związku z tym warszawski sąd orzekł, że do czasu rozpatrzenia wniosku dzieci pozostają pod opieką ojca w Polsce, a on sam pod nadzorem polskiego kuratora.
Szwedzka opieka społeczna na podstawie decyzji szwedzkiego sądu odebrała Lisowowi, mieszkającemu i pracującemu w Szwecji od 7 lat, trzy córki po tym, gdy ich matka z trafiła do szpitala. Okazało się, ze trafiły do rodziny zastępczej pochodzenia libańskiego i wyznającej islam, mieszkającej w dodatku 300 kilometrów od mieszkania Lisowów, na co nie chciał zgodzić się ojciec. Zdecydował więc, że porwie dzieci i przez Polskę zbiegnie do Rosji. Do Polski dopłynął promem, potem udał się do Warszawy, skąd chciał odlecieć samolotem rejsowym do Polski. Na Lotnisku Chopina w Warszawie zatrzymała go Straż Graniczna, bo widniał w unijnym systemie osób poszukiwanych. Na lotnisku zjawił się konsul Rosji, wspomniana rodzina zastępcza i urzędnicy socjalni ze Szwecji. Interweweniował polski Rzecznik Praw Dziecka. Ostatecznie, sprawa trafiła do sądu.
– Rodzina zastępcza, która sprawowała opiekę na małoletnimi córkami pana Denisa, jest pochodzenia arabskiego. Dość istotnym faktem jest to, że dziewczynki są z domu chrześcijańskiego. Sąd w Szwecji nie dał możliwości obrony jego praw do rodziny i dzieci. Sąd po prostu podjął decyzję na jednym posiedzeniu. Dziewczynki nie chcą przebywać w tej rodzinie – powiedział podczas rozprawy przed polskim sądem Babken Chanzadian, jeden z pełnomocników rodziny Lisowów. Więcej na ten temat tutaj.
Oprac. MaH, tvp.info
fot. Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0

