
Brak paliw spowodowany masowymi ukraińskimi uderzeniami w rafinerie spowodował w Rosji gwałtowny wzrost popytu na konie i rowery – donoszą The Moscow Times i kanał Mash.
Szczególnie mieszkańcy wsi zaczęli w ostatnich tygodniach masowo przesiadać się na konie, używając ich zamiast samochodów, do prac w trudnym terenie i w rolnictwie. Hodowcy zacierają ręce, gdyż popyt na konie robocze nagle podskoczył aż kilkukrotnie, a tysiące tych zwierząt, które miały iść na ubój, dosłownie uciekły spod noża.
Kiedyś żeby sprzedać jednego konia musiałem czekać 2-3 miesiące. Teraz sprzedaję 7-8 miesięcznie. Ludzie coraz częściej kupują je do pracy w lesie, na polu i w gospodarstwach – przyznaje jeden z hodowców.
Cena konia – w zależności od wieku, rasy i kondycji – to 100-200 tys. rubli, czyli 1300-2500 dolarów. Wielu już obliczyło, że wyjdzie im to taniej, niż UAZ, czy Niva.
Z kolei w miastach ludzie coraz częściej przesiadają się na rowery. W czerwcu ich sprzedaż wzrosła kilkukrotnie. Władze nagle przypomniały sobie też o tramwajach. Szef Dumy Państwowej, Wiaczesław Wołodin zapowiedział, że będzie to priorytet rozwoju komunikacji w miastach, gdyż jeden 3-członowy tramwaj może zabrać nawet 260 pasażerów, czyli zastąpić 200 aut.
A co mają zrobić ci, którym samochodu nie jest w stanie zastąpić ani rower, ani tramwaj, ani koń i muszą czekać w wielogodzinnych kolejkach, żeby cokolwiek wlać do baku? Szef Komisji Transportu Dumy, Jewgienij Moskwiczew ma dla nich świetną radę: bądźcie cierpliwi…
Przypomnijmy, że według analityków Energy Intelligence, ukraińskie drony atakowały od marca rosyjskie rafinerie co najmniej 50 razy, 5 z nich unieruchomiły definitywnie, a wiele kolejnych musiało zmniejszyć produkcję. W rezultacie – według Reutersa – produkcja benzyny spadła już w Rosji rok do roku o co najmniej 25%, a tymczasem popyt na nią w lecie gwałtownie rośnie.




Dodaj swój komentarz