Na taki pomysł wpadł okupacyjny gubernator Sewastopola Siergiej Mieniajło i najwyraźniej jego pomysł zyskał poparcie Kremla.
Żeby uniknąć zachodniego terminu “offshore” gubernator wymyślił własne określenie: “strefa podwyższonego komfortu”. Ma ona zastąpić stworzoną wcześniej przez rosyjskie władze na Krymie Wolną Strefę Ekonomiczną.
Choć ustanowiona po aneksji Krymu z wielkim propagandowym przytupem Strefa ta dotychczas nie przyciągnęła bowiem żadnych poważnych inwestorów oprócz czeczeńskiej mafii, dla której jest ważnym ułatwieniem przemytu i pozwala uniknąć części podatków.
“Możemy już zapomnieć o działaniu Wolnej Strefy Ekonomicznej na terytorium Krymu i Sewastopola. Są wprawdzie określone rezultaty, ale trzeba szukać dodatkowych mechanizmów wzrostu ekonomicznego” – przyznaje rosyjski gubernator.
“Już teraz są pewne preferencje, trzeba więc po prostu dać dodatkowe preferencje. Przygotowaliśmy już odpowiednie propozycje, które mają być dyskutowane przez rosyjski rząd” – zapewnia Mieniajło, ale zastrzega, że nie chce używać słowa “offshore”. Na czym te “dodatkowe preferencje” mają polegać – nie wyjaśnia.
Wszystkie te piękne plany rozbijają się jednak na razie o kwestie elementarne. Blokada ekonomiczna od strony Ukrainy (budowa mostu drogowego przez Morze Czarne do Rosji jest w powijakach), nieustanne kłopoty z zaopatrzeniem w wodę, ciągłe przerwy w dostawach prądu, pozyskiwanego głównie z lokalnych generatorów.
Do tego sypiąca się infrastruktura, drożyzna, panoszące się rosyjskie służby i mafia, korupcja oraz zachodnie sankcje raczej nie zachęcają do inwestowania na Krymie, w cieniu rosyjskich czołgów i rakiet.
W tym kontekście określenie “strefa podwyższonego komfortu” świadczy z pewnością o dużej wyobraźni, a może i poczuciu humoru. Póki co rosyjski gubernator może więc sobie tylko zaśpiewać “Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco”…
Czytaj także: Sukces? Rosja zbudowała… pierwszy filar mostu na Krym
Kresy24.pl


