
Aż 6 z 7-miu atakujących ukraińskich dronów FP-1 mogło trafić w największą rosyjską rafinerię w Omsku na Syberii. Ten pierwszy od początku wojny atak na odległy o 2,5 tys. km od frontu region wywołał szok i panikę wśród mieszkańców, którzy byli przekonani, że “do nich wojna nigdy nie dojdzie”.
Mimo, że rosyjska obrona powietrzna wysłała do namierzenia i odparcia tego nalotu samolot wczesnego ostrzegania A-50 (rosyjski AWACS) i najnowszy myśliwiec Su-57, udało jej się strącić tylko jednego drona. Pozostałe trafiły w cel, wywołując pożary – takie są przynajmniej informacje nieoficjalne.
“Zakres zniszczeń jest obecnie ustalany. Według wstępnych informacji, została uszkodzona instalacja rafinacji ropy ELOU-AVT-11 o wydajności 8,4 mln ton rocznie” – informuje Sztab Generalny Ukrainy.
Rafineria w Omsku to jedna z dwóch, które dotychczas nie były atakowane. Druga to Angarska Kompania Naftochemiczna pod Irkuckiem.
Eksperci przewidują, że zniszczenie kluczowych instalacji rafinerii w Omsku może spowodować poważny niedobór paliwa na Uralu i Syberii, który nałoży się na trwający już od kilku tygodni ostry kryzys benzynowy w innych regionach Rosji. Jeśli rafineria w Omsku stanie, będzie szóstym unieruchomionym zakładem od początku czerwca.
Nic więc dziwnego, że przed stacjami benzynowymi na Syberii natychmiast pojawiły się takie sceny:
Zobacz także: Lejemy do baku? Nie, w mordę! Tak dziś tankują w Rosji (WIDEO)




Dodaj swój komentarz