Gdyby separatyści z posterunku nad Siewernym Dońcem wiedzieli kim jest facet, który spokojnie łazi sobie przed lufami ich karabinów, z ukraińskiego gubernatora Obwodu Donieckiego Giennadija Moskala nie byłoby nawet co zbierać.
Gubernator – szef wojskowo-cywilnej administracji donieckiej wizytował wysunięty posterunek ukraiński we wsi Łobaczewo. W tym miejscu linia frontu przebiega wzdłuż wąskiej rzeki Siewiernyj Doniec.
Po drugiej stronie, w odległości niecałych 100 metrów są pozycje separatystów, w krzakach siedzą snajperzy, a dwóch z nich nawet się nie kryło, jeden stał znudzony z karabinem maszynowym na pomoście, a drugi celował. Moskal wiedział, że jest na celowniku, ale się nie krył. Co więcej – zrobił sobie fotki na tle separatystów. Strzały nie padły. Żelazne nerwy, czy niefrasobliwość?
Sądząc jednak ze zdjęć atmosfera na tym odcinku frontu jest raczej ospała, jak to zresztą często bywa w czasie wojny pozycyjnej. Wiadomo – ty zaczniesz strzelać, to i do ciebie zaczną strzelać, więc po co? Na zdjęciach za Moskalem widać nawet ludzi kąpiących się w rzece, więc najwyraźniej od dawna nic poważnego się tu chyba nie działo.
To już kolejny raz kiedy Moskal postanowił “pokozaczyć” na pierwszej linii. Dwa tygodnie temu z deputowanym Jurijem Łucenko wybrał się na przechadzkę do wsi Rodina na terenie kontrolowanym przez separatystów, żeby porozmawiać z mieszkańcami. Na separatystów się nie natknął.
A to, że w tych eskapadach Moskalowi dziwnym trafem zawsze towarzyszą fotoreporterzy to, oczywiście, przypadek?
Kresy24.pl

