Nie dziwmy się Ukraińcom, że nie wpuścili prezydenta Przemyśla – Roberta Chomy. Też byście Państwo nie wpuścili – choć z innych powodów.
Robert Choma, prezydent Przemyśla, jest ostatnio bohaterem internetu. Wszystko za sprawą niewpuszczenia go na Ukrainę w dniu 17 stycznia w ramach reperkusji za głoszenie treści antyukraińskich. Zakaz opiewa na 5 lat.
Choma jest jednym z tych odwiecznych (przedwiecznych?) samorządowców. Trzęsie dostojnym przemyskim grodem od 2002 roku, zatem rządzi już – która to? – 4. kadencję.
Takich lokalnych baronów zamierza sczyścić PiS, zapowiadając ograniczenie posługi włodarzy miast do dwóch kadencji – tak, jak ma to miejsce w przypadku prezydenta RP.
Choma pozuje na chadeka. Należał do partii o nazwie Porozumienie Polskich Chrześcijańskich Demokratów, następnie zapisał się do PiS-u, ale został z niego usunięty.
Powód? Portal Niezależna.pl przypomniał przedwczoraj, że według dokumentów IPN Robert Choma został zarejestrowany jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie “Krzysiek”.
“W dniu 13.12.1983 zarejestrowany do nr. 19963 przez Wydz. III WUSW Rzeszów jako tajny współpracownik (TW) ps. “Krzysiek”. Z dniem 21.06.1985 zdjęty z ewidencji operacyjnej. Materiały złożono w archiwum Wydz. “C” WUSW Rzeszów, do nr. 13005/I, następnie 03.07.1986 sfilmowano (mkf. 13005/1)” – precyzuje IPN.
Zastanówmy się więc, czy warto kruszyć kopię o sługusa PRL-owskiej władzy? W sensie narodowym bliżsi są nam chyba ukraińscy spadkobiercy I Rzeczypospolitej, niż ktoś, kto wybierając komunizm, staje się renegatem od polskości.
Kresy24.pl
