Rosja popełnia sama wszystkie przestępstwa, o które oskarża innych. Na Kaukazie kwitnie w najlepsze handel niewolnikami – ukraińskimi jeńcami wojennymi.
W ubiegłym roku furorę zrobiła „perła” kremlowskiej propagandy o tym, że za zwycięstwa odniesione w Donbasie ukraińscy żołnierze otrzymają prawo do wybierania sobie niewolników wśród podbitej miejscowej ludności. W Internecie natychmiast pojawiły się dziesiątki memów i dowcipów na ten temat.
Teraz już wiadomo, skąd dziennikarze rosyjskich kanałów TV czerpali inspiracje. Nie były to wcale fantazje. Rosyjscy „wyzwoliciele Noworosji” sami zachowują się niczym tatarscy i mongolscy najeźdźcy sprzed stuleci. Biorą ludzi w jasyr i sprzedają brańców na targach niewolników.
– Mogę powiedzieć dokładnie, że sprzedaż odbywała się i odbywa. Była wielka baza, która znajdowała się w mieście Majkop w republice Adygei. W ciągu sześciu miesięcy dostarczano tam ukraińskich jeńców – zaalarmowała dziennikarzy rosyjska obrończyni praw człowieka, założycielka grupy „Ładunek 200 z Ukrainy do Rosji”, Jelena Wasiliewa.
O barbarzyńskim procederze świetnie wiedziały rosyjskie władze. Według informacji Wasiliewej, do bazy przerzutowej w Majkopie przyjeżdżali też funkcjonariusze Komitetu Śledczego Rosji. Jednak wcale nie po to, aby ukrócić te praktyki. – Kogoś zabierali sobie (ci ludzie pozostają nadal w rosyjskich więzieniach), a kogoś sprzedawali w niewolę do Adygei i Dagestanu – twierdzi Wasiliewa.
Kresy24.pl/5.ua


