Pijany żołnierz DNR w kontrolowanej przez separatystów Makiejewce cisnął granatem w kierowcę jednego z mikrobusów pasażerskich. Są zabici i ranni.
Do zdarzenia doszło koło dworca autobusowego Plechanowskaja. Według świadków, pijany w sztok DNR-owiec usiłował wejść do taksówki. Kierowca go nie wpuścił. Wybuchła kłótnia. W pewnym momencie agresywny żołnierz wyciągnął granat i cisnął nim w kierowcę.
Eksplozja zabiła kierowcę na miejscu, odrywając mu głowę. Wkrótce potem od ran skonał także sam napastnik, któremu wybuch oderwał rękę i nogę. Odłamki poraniły także wielu pasażerów w stojących obok mikrobusach. Co najmniej dwie kolejne osoby w stanie ciężkim trafiły do szpitala.
Jako pierwsi o masakrze poinformowali mieszkańcy Makiejewki na serwisach społecznościowych, a potem także portale rosyjskie i ukraińskie. “O 16.45 nastąpił wybuch w taksówce linii numer 6. Wyleciały szyby, są ranni. W tym czasie siedziałam w taksówce numer 8. Do tej pory ze strachu trzęsą mi się ręce” – napisała jedna z pasażerek.
“Jakieś babcie zaczęły histerycznie krzyczeć, że to atak dywersantów ukraińskich. Wszyscy patrzyli na nie jak na debilki. Wiadomo, kto w Makiejewce jeździ z granatami w kieszeniach” – pisze inny świadek zdarzenia.
Oficjalnie władze DNR nie opublikowały na razie żadnej informacji o masakrze. Teren otoczyła policja DNR.
Kresy24.pl

