Białoruski prezydent wysłuchał wczoraj raportu na temat zmian w prawodawstwie mających ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej w jego kraju. Wysłuchał, po czym zabrał głos.
Z jednej strony dało się usłyszeć przynaglenie do wzmożonej pracy nad reformami. Jak czytamy Łukaszenka miał zaapelować do swoich paladynów na specjalnej naradzie, by “wszystko było gotowe przed 1 października”.
O konieczności uproszczenia zasad prowadzenia biznesu mówił w ten sposób: “wszystkie niepotrzebne bariery powinny zostać zniesione. Niestety dzisiaj takich barier jest sporo”.
By jednak nikt na Białorusi nie poczuł się zanadto kapitalistą, prezydent pogroził palcem: “nie daj Bóg, by ktoś zrobił coś niezgodnie z prawem. Nie ukryjecie się, ja wam to gwarantuje”.
Jak sam tłumaczył “jeśli w kraju wybuchną afery gospodarcze, ludzie nie będą mieli pretensji do przedsiębiorców, tylko do nas. Jeśli coś się stanie, odpowiedzialny będzie rząd”.
W tym ostatnim akurat nie minął się z prawdą. Dziesięciolecia ładowania ludziom do głowy zasad marksizmu-leninizmu musiały sprawić, że ludzie z niechęcią patrzą na niepaństwowy biznes.
Telesfor

