O niełatwym warsztacie historyka, niezawinionych niekiedy przekłamaniach, które potrafią krążyć latami oraz o konieczności zbadania wszystkich dostępnych źródeł, na przykładzie wsi Słobódka Koszyłowiecka ze swadą – jak zwykle – opowiada Paweł Bohdanowicz, niestrudzony badacz stosunków polsko-ukraińskich w czasach II wojny światowej.
Jak trafnie zauważył komentator „Jarema”, współpracuję z ludźmi działającymi pod kryptonimem „Dobrodziej”. Dzięki nim ukazał się niedawno w języku polskim artykuł o „ludobójstwie” w Słobódce Koszyłowieckiej autorstwa Antona i Wołodymyra Mohyluków. Według ustaleń naszych (polskich) historyków Ukraińcy zamordowali w Słobódce 50 Polaków (w tym 3 osoby znane pono z nazwiska). Taka liczba podana jest w opracowaniu „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w Województwie Tarnopolskim 1939-1946” autorstwa H. Komańskiego i S. Siekierki. Podobne ustalenia Ewa Siemaszko zwykła uznawać za „pewne”, by następnie, przy ustalaniu ogólnej liczby ofiar, po zsumowaniu mnożyć jeszcze przez 2 – ot tak, jakby na wszelki wypadek i dla wywarcia silniejszego wrażenia. Później takie liczby, już pomnożone przez 2 lub 3, powtarzają „autorytety” w książkach i w telewizji. Tak „dociągnięto” do 100-140 tysięcy… Chociaż, jak kogoś poniesie fantazja, krzyczy „500”.
Co piszą mieszkańcy tych okolic?
Anton Mohyluk – emerytowany nauczyciel, mieszkaniec wsi Słobidka (Słobódka)
Wołodymyr Mohyluk – emerytowany nauczyciel, mieszkaniec miasta Borszcziw (Borszczów)
We dwóch z ojcem, przy pomocy około półsetki krewnych, potomków i sąsiadów tych, którzy zginęli, znaleźliśmy 17 osób (8 Polaków z „czysto” polskich rodzin, 2 Polaków i 1 Ukrainkę z polsko-ukraińskich rodzin, 2 Ukraińców i 4 Polki z ukraińsko-polskich rodzin). Tyle!
Bez „ogonka”, to zaledwie TRZECIA CZĘŚĆ z figurujących w polskich źródłach 50 zamordowanych Polaków. Współczynnik rzetelności – 0,34!
A jak zginęli ci ludzie? Kilku zostało zasztyletowanych przez nieznanych sprawców… Jak podkreślił jeden z autorów artykułu, podczas mego dopytywania o szczegóły, w tej okolicy działały najróżniejsze siły: oddziały Sokołowa i Czumaka, partyzanci żydowscy, grupy maruderów… Nie można myśleć tylko o UPA i AK.
Według autorów kilku zginęło walcząc w szeregach AK. Kilku ludzi z rodzin mieszanych (Polaków po ojcu lub matce) zginęło walcząc w szeregach UPA. Ktoś został rozstrzelany za współpracę z sowietami…
W boju z OUN zginęło 5 Polaków z polskich rodzin (5 członków bojówki AK zginęło w walce z bojówką OUN). Nazwiska są ustalone! [Wszyscy zginęli w jednej bitwie – P.B.].
3 Polaków z polskich rodzin rozstrzelanych na środku wsi prawdopodobnie przez OUN (?). Trzech uzbrojonych Polaków przybiegło do rady sołeckiej, gdzie sołtys, bez wiedzy sekretarza organizacji komsomolskiej i członków rady, pilnował ich pepeszy. Złapanych bojówkarzy rozstrzelano 300 metrów od budynku rady sołeckiej, w pobliżu cerkwi. Kto strzelał? Możliwe, że oddział rajdowy OUN lub UPA, albo SB OUN. Nowy sekretarz rady sołeckiej w oficjalnej notatce napisał : „Sprawcy nieznani”. Z rozstrzelanych bojówkarzy dwóch było „wielozadaniowcami”, czyli informatorami i zaopatrzeniowcami zarówno NKWD w Tłustem, jak i przekształconego z jednostki AK „istriebitielnogo” oddziału samoobrony w Czerwonogrodzie. Rozstrzelany na środku wsi prawdopodobnie przez OUN (?) Ukrainiec z ukraińsko-polskiej rodziny był sekretarzem rady sołeckiej i czwartym zabitym. Nazwiska rozstrzelanych są ustalone!
3 Polki z ukraińsko-polskiej rodziny zabito we wsi, w niewyjaśnionych okolicznościach. Żona (Polka) i 2 córki Ukraińca, członka OUN, zostały uśmiercone nożami w nocy przez nieustalone osoby. Nazwiska ofiar są znane!
1 Polkę z ukraińsko-polskiej rodziny zabito w wiosce, na pewno przez OUN. Oddział OUN zabrał ją (i wiemy za co!), po czym słuch o tej kobiecie zaginął. Jej nazwisko również jest ustalone!
1 Ukrainka z polsko-ukraińskiej rodziny… Tragedia jednej rodziny: syn Polaka i Ukrainki zginął jako żołnierz UPA, córka – likwidowana jako informatorka NKWD. Nazwisko ustalone!
1 Ukrainiec z ukraińsko-polskiej rodziny, zginął jako żołnierz UPA. Nazwisko ustalone!
1 Polak z polsko-ukraińskiej rodziny zginął jako żołnierz UPA. Nazwisko ustalone!
1 Polak z polsko-ukraińskiej rodziny zabity we wsi, w niewyjaśnionych okolicznościach. Nazwisko ustalone!
Co autorzy piszą o trzech „ofiarach” znanych (??) naszym historykom z nazwiska? Czerwonym kolorem zaznaczyłem to, z czym autorzy nie zgadzają się.
Z polskich ustaleń wynika, iż „w lipcu 1944 r. w nocy na polskie domy napadł oddział UPA, który obrabował kilka dworów i zamordował 24 osoby”. Zidentyfikowano 3 osoby, reszta – bezimienni.
„Ustalone” nazwiska to:
– Krajewski Stanisław – „właściciel kamieniołomów. Mężczyźnie odcięli głowę i podrzucili pod drzwi jego domu. Jego żona dostała pomieszania zmysłów, a ich dzieci trafiły do Domu Dziecka“.
– Kuliczkowski – „miejscowy kowal” (bez dodatkowych wyjaśnień).
– Tatomyr – rolnik (bez dodatkowych wyjaśnień).
Zaprzeczenie kłamstwu nr 1.
W maju – lipcu 1944 r. wszyscy mieszkańcy Słobódki i innych wiosek, położonych na lewym brzegu rzeki Dżuryn, zostali [pozostawali – P.B.] wysiedleni z pasa przyfrontowego 1 Gwardyjskiej Armii ZSRR.
Poprosiłem autora o dodatkowe wyjaśnienia. Ten fragment był bowiem dla mnie niejasny. Ludność strefy przyfrontowej została wysiedlona około 12 maja 1944 i zaczęła wracać stopniowo z końcem lipca i w sierpniu. Tak więc teoretycznie napad mógłby mieć miejsce w ostatnich dniach lipca. Pada jednak nazwisko Kuliczkowski, a egzekucja, w której zginął Kuliczkowski, miała miejsce na przełomie sierpnia i września. Zastrzelono wówczas w sumie troje Polaków z czysto polskich rodzin i jednego Ukraińca z rodziny mieszanej. Autorom omawianego artykułu nie są znane żadne fakty, które można by interpretować jako ten „napad w lipcu”. Spośród ludzi o nazwiskach podanych przez Komańskiego i Siekierkę, według ustaleń panów Mohyluków, jeden zginął w egzekucji, jeden zaginął bez wieści, a jeden nie zginął wcale.
Zaprzeczenie kłamstwu nr 2.
Krajewski Stanisław w rzeczywistości był średnio zamożnym rolnikiem, pochodzącym z dość dużego rodu: 21 osób w 7 rodzinach, z których 5 rodzin wyjechało do Polski. Sam Krajewski zniknął bez śladu pod koniec lata gdzieś między Słobódką, gdzie znajdował się batalion oraz sztab i magazyny pułku, a folwarkiem Czachor, w którym mieściły się magazyny dywizji 1 Gwardyjskiej Armii ZSRR. Ciała Krajewskiego nigdy nie znaleziono. Jego żona dożyła starości i umarła zdrowa na umyśle. Wychowała troje dzieci, które ukończyły wiejską szkołę. Jeden z braci wyjechał do Polski, drugi pozostał w Słobódce do samej śmierci, a jego syn i córka mieszkają w niej do tej pory.
Zaprzeczenie kłamstwu nr 3.
Kuliczkowski był młynarzem a nie kowalem, był jednocześnie aktywistą rady sołeckiej. Biegał po wiosce z przewieszoną przez pierś pepeszą oraz kursował pomiędzy Towstym, gdzie mieścił się oddział rejonowy NKWD, a Czerwonogrodem, w którym działała AK przekształcona w „istriebitielnyj” oddział samoobrony. Został rozstrzelany 2 września 1944 r. wraz z 2 Polakami i Ukraińcem.
Źródło sowieckie (Raport Rejonowego Komitetu KPU w Tołstem z dnia 5 września 1944 r.) datuje to wydarzenie na noc z 31 sierpnia na 1 września. Ofiary (wszystkie są tam wymienione z imienia i nazwiska) to Maciej Kuliczkowski, dwoje innych Polaków i Ukrainiec. Wśród ofiar, oprócz młynarza Kuliczkowskiego, rzeczywiście był kowal, ale o innym nazwisku.
Zaprzeczenie kłamstwu nr 4.
Jan Tatomyr wcale nie zginął, a zaciągnął się do Wojska Polskiego, potem zaś zamieszkał w Polsce.
Ważnym zagadnieniem są spalone i opuszczone domy. W sumie, według autorów artykułu, zniszczonych domów było nawet więcej niż podają polscy historycy. Część została rozebrana / rozszabrowana przez kołchoźników w 1941 roku – po tym, jak polscy koloniści zostali wywiezieni na Syberię. Część spłonęła w pożarze wywołanym przez nieostrożnych czerwonoarmistów, którzy stacjonowali we wsi podczas walk z Niemcami w 1944 roku. Część spłonęła podczas walk NKWD z UPA – ostatnie w 1947 roku, gdy likwidowano we wsi kryjówkę UPA (wtedy właśnie zginął Polak – żołnierz UPA)… Ważnym zagadnieniem jest też, ilu Polaków zostało wywiezionych na Syberię, ilu mieszkało w Słobódce po wojnie, ilu wyjechało do Polski i kiedy. Zapraszam do lektury artykułu. Cały artykuł autorstwa Antona i Wołodymyra Mohyluków dostępny jest tutaj:
http://dobrodziej.webnode.com.ua/news/genocyd-w-slobodce-koszylowieckiej-analiza-falszu/
Chciałbym wyraźnie podkreślić, że w tej chwili nie mam możliwości zweryfikowania wszystkich ustaleń autorów. Oni i tylko oni biorą odpowiedzialność za swoje słowa. Jest jednak coś, co każe mi traktować te ustalenia poważnie. Po prostu znam inne przykłady fałszerstw (czy pomyłek?) popełnionych przy ustalaniu liczby ofiar polsko-ukraińskiego konfliktu. Przykład z Parośli: z 11 ofiar, należących do rodziny Bober i figurujących na tzw. liście Piotrowskiego, do dnia dzisiejszego pozostały 4 osoby. To znaczy, że 4 osoby o tym nazwisku figurujące na liście Piotrowskiego rzeczywiście MOGŁY zginąć w lutym 1943 roku. 7 rzekomych „ofiar” z tej rodziny na pewno przeżyło rzeź. Podobnie było w innych rodzinach. Pierwotna lista ofiar zmalała ze 188 do 115, chociaż uzupełniano ją nowymi „ofiarami”. Aby dalej mówić, że zginęli prawie wszyscy mieszkańcy, „zmniejszono” liczbę domów we wsi o 40%.
***
Podczas autoryzacji jeden z autorów napisał do mnie:
A przyjeżdżajcie i weryfikujcie na zdrowie! – niczego ukrywać nie będziemy. Pokażemy, gdzie żyli, gdzie zginęli, gdzie są pochowani. Porozmawiajcie z dziećmi, wnukami i dalszymi krewnymi zabitych. Jeżeli zechcą, dadzą adresy krewnych mieszkających w Polsce.
Przekierowuję te słowa do historyków naszego IPN. Może są wśród nich tacy, których interesuje historia, a nie „polityka historyczna”. Może zamiast wydawaniem komiksów, warto zająć się dociekaniem prawdy? Chociaż sławy z tego nie będzie. Pieniędzy też nie. Kiedyś Sławomir Cenckiewicz zauważył, że w IPN można brać pensję za to tylko, że się o czymś NIE BĘDZIE PISAĆ. On się wyłamał… Ale jak dawniej „Bolek”, tak dzisiaj inne tematy są IPNowskim tabu.
Paweł Bohdanowicz
