Siedem holenderskich firm biorących udział w budowie mostu łączącego Kraj Krasnodarski z Półwyspem Krymskim sprzeniewierzyło się duchowi sankcji nałożonych na Rosję przez Unię Europejską.
Przypomnijmy podstawowe fakty: w marcu 2018 roku Federacja Rosyjska dokonała stanowiącego część Ukrainy Półwyspu Krymskiego. Akt ten został potępiony przez społeczność międzynarodową, w tym przez państwa Unii Europejskiej, m.in. rezolucją z 18 września 2014, w której czytamy:
rosyjska bezpośrednia i pośrednia interwencja wojskowa na Ukrainie, obejmująca aneksję Krymu, stanowi pogwałcenie prawa międzynarodowego, w tym karty ONZ, aktu końcowego z Helsinek i memorandum budapeszteńskiego z 1994 r.; mając na uwadze, że Rosja nadal odmawia przestrzegania traktatu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie
i dalej: [Parlament Europejski]
mając na uwadze, że podczas szczytu NATO w Newport potwierdzono stanowisko NATO w sprawie Ukrainy w obliczu destabilizującego wpływu Rosji, zaoferowano pomoc we wzmacnianiu ukraińskich sił zbrojnych oraz wezwano Rosję do wycofania swoich oddziałów z Ukrainy i zakończenia nielegalnej aneksji Krymu; mając na uwadze, że NATO oświadczyło, że nadal dąży do opartych na współpracy, konstruktywnych stosunków z Rosją, mianowicie do zbudowania wzajemnego zaufania oraz że kanały komunikacji z Rosją pozostają otwarte.
Jak się ma budowa mostu nad Cieśniną Kerczeńską do “zakończenia nielegalnej aneksji Krymu”? Powtarzam: jak się ma jedno do drugiego? Bo w to, że posłuży on do ewakuacji najemników, zielonych ludzików i innych sierot po Związku Radzieckim nie wierzy chyba nawet Partia Zmiana i “koledzy” ze Sputnika.
Czy szefostwo siedmiu holenderskich spółek zapomniało o zestrzelonym przez Rosjan Boeingu 777-200ER? Czy śmierć 193 rodaków w lipcu 2014 roku to za mało, by odpuścić sobie sklepikarskie biznesiki? Ilu ludzi musiałoby wówczas zginąć, żeby zrozumiano, że z Kremlem rozmawiać można tylko z pozycji siły?
Zdaniem niderlandzkich dzienników oskarżone firmy zamierzają bronić się, próbując dowodzić, że zaangażowały się tylko w budowę mostu po stronie rosyjskiej, tzn., że stawiały go z Rosji na Krym, ale – Boże uchowaj – w drugą stronę już nie. Mizerne to jednak tłumaczenie i zatrąca prawniczym bełkotem.
Honor kraju tulipanów (jeśli takie coś w ogóle istnieje) może już uratować tylko tamtejsza Prokuratura Generalna, która potwierdziła dzisiaj, że wobec firm zaangażowanych na Krymie prowadzone jest dochodzenie. Nie podała jednak nazw wziętych pod lupę przedsiębiorstw. Wiadomo tylko, że mają one swoje siedziby w miejscowościach Milsbeek i Dodewaard.
Pytanie, czy wystarczy dobrej woli, żeby nałożyć na geszefciarzy kary finansowe – bo takie rozwiązanie byłoby chyba najodpowiedniejsze. Zarobione w ten sposób pieniądze proponuję przeznaczyć na pomoc humanitarną dla Ukrainy.
Telesfor
