
Fot: TV Mir24.
Wirusa wykryto także w Warszawie.
W rosyjskim Tatarstanie wybuchła epidemia Gorączki Zachodniego Nilu. Do szpitali trafiło już w ostatnim czasie 58 osób – donoszą kanał Tatar-Inform i Kommersant, powołując się na lokalne Ministerstwo Zdrowia. W każdym przypadku choroba ma ciężki przebieg, tylko jeden z zakażonych nie wymagał natychmiastowej hospitalizacji.
Gorączka Zachodniego Nilu to groźna choroba wirusowa przenoszona na człowieka przez komary i kleszcze. Wcześniej występowała głównie w Afryce i na Bliskim Wschodzie, ale w miarę ocieplania się klimatu rozszerza się coraz bardziej na północ.
Wirusa WNV na duże odległości przenoszą ptaki, ale stwierdzono go też u kotów, psów, koni, wiewiórek i nietoperzy. PolsatNews podawał, powołując się na Głównego Inspektora Sanitarnego i Głównego Lekarza Weterynarii, że w tym miesiącu pierwszy raz wykryto go m. in. u padłych kruków w Warszawie.
W lekkiej postaci choroba objawia się u ludzi gorączką do 38-40 stopni, silnym bólem głowy i mięśni, czasem wysypką i powiększeniem węzłów chłonnych. W cięższych przypadkach dochodzą wymioty, trudności w połykaniu, zaburzenia koordynacji ruchów i świadomości.
U około 1 proc. zakażonych dochodzi do zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i zapalenia mózgu. W takim przypadku ok. 10 proc. chorych umiera. Również po wyleczeniu czasem dochodzi do powikłań: bólów głowy, uczucia zmęczenia, depresji, zaburzeń pamięci.
Dotychczas choroba miała ostry przebieg tylko u ok. 20 proc. zakażonych. Epidemia w Rosji jest o tyle nietypowa, że ciężki przebieg odnotowano niemal u wszystkich. Czyżby nastąpiła jakaś mutacja wirusa?
KAS

