Ukraińscy żołnierze wzięli pod Charkowem do niewoli trzech egzotycznych najemników. Peru, Zimbabwe, Burundi – przedstawiają się kolejno ci “bojownicy ruskiego miru”, zajadając jednocześnie ukraińskie paszteciki.
Ręce skrępowane taśmą, ale miny wyraźnie zadowolone. Widać smakuje. A zaraz pewnie pojawią się ich ambasadorzy i szybko wyciągną ich z niewoli.
I pieniędzy trochę zarobili na rosyjskim żołdzie i kawałek świata zobaczyli, a nie tylko swoje Burundi, tyłek wynieśli w jednym kawałku i jeszcze na koniec ukraińskiej kuchni popróbowali. Szczęściarze, można by rzec. W odróżnieniu od wielu swoich kolegów, którzy użyźnili sobą ukraińską glebę.
Na ukraińskich forach ta gościnność wobec egzotycznych najemników nie wzbudziła jednak entuzjazmu. “No, dojadać, kałacha w garść i jazda do szturmu w drugą stronę. Tylko taka z was korzyść bo przecież ruscy was na wymianę nie wezmą” – napisał ktoś w komentarzu.



Dodaj swój komentarz