Polscy prokuratorzy i śledczy przebywają w Smoleńsku, by przeprowadzić kolejne badania wraku polskiego samolotu, który rozbił się 10 kwietnia 2010 roku z prezydentem RP i 95 innymi osobami na pokładzie. Tymczasem okazało się, że kilka dni temu jedna z rosyjskich fundacji przy miejscu tragedii ustawiła tablicę z fragmentami raportu rosyjskiej komisji MAK obwiniającymi polską załogę o spowodowanie katastrofy.
Jako autor tablic figuruje mieszcząca się w Smoleńsku organizacja o nazwie Fundacja Pomocy w Pojednaniu Narodów Uczestniczących w Konfliktach Wojskowych. Teren ten jest od 2017 roku prywatny, należący do lokalnego biznesmena. Właściciel zgodził się na powieszenie tablic. Są też fragmenty raportu polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych z 2011, który częściowo obwinia polską załogę, a częściowo stronę rosyjską. Obecnie jednak wciąż trwają po polskiej stronie prace Podkomisji Smoleńskiej przy Ministerstwie Obrony Narodowej oraz śledztwo Prokuratury Krajowej. W ramach tego śledztwa właśnie polscy eksperci kolejny raz badają wrak. Strona rosyjska nie zgadza się na oddanie go stronie polskiej, ale zgodziła się w ostatnim czasie na badania na miejscu.
Przypomnijmy, że w pobliskim Katyniu, gdzie znajduje się masowy grób ofiar zbrodni katyńskiej, w tym roku strona rosyjska postawiła ekspozycję przedstawiającą posowiecki, zakłamany obraz II wojny światowej i historii stosunków polsko-sowieckich.
W Katyniu o „braterstwie broni z ZSRR i powojennej pomocy ze Wschodu”
W marcu grupa przedstawiająca się zaś jako weterani Armii Czerwonej zwróciła się do władz miasta i innych organów z prośbą o wyjaśnienia, na jakiej podstawie prawnej na miejscu katastrofy polskiego samolotu z 10 kwietnia 2010 przy lotnisku Siewiewiernyj znajduje się jej upamiętnienie.
Weterani Armii Czerwonej domagają się usunięcia miejsca pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej
Oprac. MaH, WPolityce.pl
fot. Creative Commons Attribution 3.0 Unported

