
Wiktor Babaryko. Fot: facebook.com/vdbabariko
Wiktar Babaryka, były kandydat na prezydenta Białorusi w 2020 roku i jeden z najbardziej rozpoznawalnych przedstawicieli białoruskiej opozycji, przyznał, że nie widzi dziś dla siebie miejsca w emigracyjnych strukturach demokratycznych.
W wywiadzie dla Radia Svaboda powiedział, że po wyjściu z więzienia po prawie 6 latach, przez około pół roku analizował wydarzenia, które miały w tym czasie miejsce i doszedł do gorzkiego wniosku, że obecnie nie jest potrzebny ani Swiatłanie Cichanouskiej, ani innym liderom i ruchom demokratycznym.
„Spędziłem pół roku, może trochę dłużej, analizując, co tak naprawdę wydarzyło się przez te sześć lat i jak bardzo, moim zdaniem, mogę być potrzebny liderowi politycznemu, ruchom, które istnieją. I tak jak w XX wieku, zdałem sobie sprawę, że nikt mnie nie potrzebuje” – powiedział Babaryka.
Jednocześnie zaznaczył, że sam nie zabiega o miejsce w opozycji i nikomu nie proponował współpracy.
Jak tłumaczył, nigdy nie oferuje swojej pomocy – jeśli ktoś go potrzebuje, powinien sam przyjść z propozycją wspólnego działania.
Babaryka przyznał również, że trudno mu dziś jednoznacznie określić, czy nadal jest politykiem.
W 2020 roku – jak mówi – zdecydowanie nim był. Dziś jego sytuacja wygląda zupełnie inaczej.
Przypomnijmy, że do czasu aresztowania w 2020 roku, Babaryka był prezesem kontrolowanego przez rosyjski koncern Gazprom Biełgazprombanku.
Były kandydat na prezydenta, skazany na 14 lat kolonii karnej, został zwolniony w grudniu 2025 roku wraz ze 123 więźniami politycznymi Łukaszenki, którzy po negocjacjach z administracją prezydenta USA zostali wywiezieni z Białorusi.
Babaryka po zwolnieniu i wygnaniu przyjął zaproszenie władz Niemiec. Obecnie bankier mieszka w Niemczech, a według ostatnich informacji planuje rozpocząć działalność gospodarczą i zarejestrował firmę konsultingową.
W więzieniu na Białorusi wciąż przebywa jego syn Eduard.



