Ministerstwo Spraw Zagraniczny Ukrainy nie zamierza komentować niepotwierdzonej wypowiedzi Donalda Trumpa o tym, że “Krym jest rosyjski”.
W miniony piątek, podczas spotkania G7 w Kanadzie, amerykański prezydent miał stwierdzić w obecności światowych przywódców iż “Krym jest rosyjski, ponieważ jego mieszkańcy mówią po rosyjsku”. Jednocześnie winą za aneksję półwyspu obarczył… Barracka Obamę.
Biały Dom nabrał wody w usta i sprawy nie komentuje.
Jednakowoż, zdaniem obserwatorów, chęć ocieplenia kontaktów z Kremlem była wyraźnie odczuwalna w wypowiedziach Trumpa. Stwierdził on podobno, iż Rosja “powinna zostać przywrócona do grupy G7.”
Akcentom filorosyjskim towarzyszyły wycieczki pod adresem Ukrainy. Znowu: według niepotwierdzonych danych, amerykański lider nazwał to państwo jednym “z najbardziej skorumpowanych na świecie”.
Jak już wspomnieliśmy, ukraiński MSZ nie zamierza na razie ustosunkowywać się do tych wypowiedzi. “Nie będziemy reagować[…] Nigdy nie reagujemy na plotki. Wiemy, że Biały Dom nie potwierdził tych rewelacji” – powiedziała sekretarz prasowa resortu Mariana Beca.
To, co w tym wszystkim najbardziej niepokojące, to błyskawiczne wolty Donalda Trumpa. Jednego dnia jest za, drugiego dnia – przeciw. Być może na fali samozadowolenia z nawiązania relacji z Kim Dzong Unem uznał, że będzie w stanie ujarzmić również Putina.
Telesfor

