129 powiatów zamiast 490 rejonów i 1500 gromad zamiast 11,5 tys. jednostek terytorialnych (miast i wsi) – taka będzie Ukraina po decentralizacji.
Nie wszyscy są nią zachwyceni. Mieszkańcy wielu wsi są przeciwni łączeniu ich w gromady. Obawiają się, że chociaż jest dobrowolne, może okazać się przymusowe.
Obawy nie są bezpodstawne. W pogoni za szukaniem oszczędności mogą zacząć znikać kolejne szkoły i szpitale, a centrum administracyjne może znaleźć się 20 kilometrów od miejsca zamieszkania – ocenia polskojęzyczny periodyk na Ukrainie „Słowo Polskie”.
Zrównane w prawach powiaty, gromady i rejony zostaną jednak w pewnym stopniu podporządkowane miastom obwodowym, w których będą mieściły się specjalizowane placówki medyczne.
Podstawowym zadaniem reformy administracyjnej ma być decentralizacja finansów – 5% akcyzy, 6% podatków od osób fizycznych, 100% podatków od dochodów komunalnych przedsiębiorstw, 25% ekologicznego podatku, 10% „jedynego” podatku (od przedsiębiorców), państwowe cło, podatek od turystów…. To powinno przekonać mieszkańców na pogodzenie się z utratą części „suwerenności” – komentuje „Słowo Polskie”.
Reforma przewiduje redukcję armii urzędników, co zresztą ma zbiec się w czasie z nowymi wyborami do samorządów, które odbędą się na Ukrainie 25 października br.
Kresy24.pl/Słowo Polskie
