“Dostaję mnóstwo pogróżek, nawet moim dzieciom grożą. Piszą, że się cieszą, że zostaliśmy ukarani”, – skarży się jeden z uczestników prorosyjskiej wiecu, zorganizowanego niedawno na Placu Niepodległości w Mińsku. 13 lutego on i jego towarzysze zostali ukarani wysokimi grzywnami. Każdy z nich musi zapłacić równowartość ok. 1 400 złotych.
“Przecież niczego nie naruszyliśmy, ale gazety podniosły larum i dlatego tak się to skończyło. Tak naprawdę żadnej pikiety nie planowaliśmy, chcieliśmy tylko okazać wsparcie naszym przyjaciołom. I wszystko. Gdybyśmy wiedzieli, że tak się to skończy, wystąpilibyśmy o zgodę. Myślę, że nie było żadnych problemów”, -mówi Siergiej Łanowenko, zwolennik “ruskiego świata”, który za naruszenie zasad organizacji imprez masowych, został ukarany grzywną w wysokości 690 rubli (1 380 PLN).
Przypomnijmy, że protestujący wykrzykiwali hasła “za Majdan – na Magadan”. Według Łanowenko, kwota, którą przyjdzie mu zapłacić jest niewspółmiernie wysoka do winy i musi pracować na nią przez cały miesiąc.
“Pieniądze na pokrycie kary będę musiał wyłożyć z własnej kieszeni, nikt mi ich nie da”.
Łanowenko jest autentycznie zaskoczony reakcją opinii publicznej.
“Mam przyjaciela w opozycji. On wychodzi z biało-czerwono-białą flagą. Spieraliśmy się, i to dość często, ale na argumenty. On broni swojego stanowiska, ja swojego ale pozostajemy przyjaciółmi. A drugi, kiedy dowiedział się, że zaistniała taka sytuacja, nazwał mnie swoim wrogiem. Ja bym go nigdy tak nie nazwał, a on…”, – mówi szczerze zawiedziony.
W rozmowie z Euroradiem mówi, że zawsze będzie wspierał Donbas, i wyraził nadzieję, że nigdy już nie będzie on częścią Ukrainy.
Należy podkreślić, że jest to pierwszy przypadek ukarania grzywną zwolenników opcji moskiewskiej na Białorusi.
Kresy24.pl

