Białorusini powiedzieli stanowczo: BASTA. 20 lutego minął termin zapłacenia “podatku od pasożytnictwa”. Ale daninę na sfinansowanie wydatków państwowych zapłaciło zaledwie 10 procent tych, którym państwo przysłało wezwania do zapłaty, tzw. “listy szczęścia”. Pozostali zignorowali nakaz, a w miniony weekend zademonstrowali władzy podczas ulicznych protestów, co sądzą o jej polityce socjalnej.
Fala ulicznych protestów, które przelały się po największych miastach Białorusi w miniony weekend pod hasłem: “dość okradania narodu”, utwierdziła Białorusinów w przekonaniu, że nie warto pozwalać się łupić władzy. Jak donoszą niezależne media podatku nie zapłaciło i nie zamierza płacić ponad 400 tysięcy osób (wezwania do zapłaty, tzw. “listy szczęścia organy podatkowe wysłały do 470 tys. osób). Przypomnijmy, że chodzi o wprowadzony dekretem Łukaszenki podatek od osób, które nie przepracowały w ciągu roku przynajmniej 183 dni, i wynosi 20 jednostek bazowych (równowartość ok 840 złotych).
