Chińscy dziennikarze, którzy z drugiego brzegu Amuru zrobili zoomem zdjęcia rosyjskich posterunków o mało nie powpadali ze śmiechu do rzeki.
Zdjęcia wykonane w rejonie rosyjskiej miejscowości granicznej Niżnieleninskoje natychmiast pojawiły się na chińskich portalach. Na rosyjskich wieżyczkach strażniczych widać na nich szmaciane kukły w mundurach żołnierzy straży granicznej.
Chińscy dziennikarze twierdzą, że podobna sytuacja jest na wielu innych odcinkach granicy – albo w ogóle nikt ich po stronie rosyjskiej nie pilnuje, albo są to niekiedy tacy właśnie “strażnicy” jak na zdjęciu. Najwyraźniej “latające rosyjskie traktory odpowiadające ogniem” zostały chwilowo z granicy z Chinami wycofane. Ciekawe na jako długo?
Z drugiej strony można zrozumieć, że ochrona mającej 4210 km granicy Rosji z Chinami to nie przelewki. Chińczycy mają pod tym względem nieco większy “potencjał kadrowy”, więc łatwo im się śmiać…
Okazuje się jednak, że szmaciani żołnierze to praktyka stosowana także na granicy polsko-białoruskiej. Dodajmy – po stronie białoruskiej. Dziennikarze Euroradia wytropili takiego “strażnika” w 2012 r. na jednej z białoruskich wież strażniczych nad Bugiem.
Białoruska straż graniczna zapewniała wówczas, że taki “strażnik” to skuteczna metoda odstraszania i że nie ma to żadnego związku z brakami kadrowymi. Pytanie kogo lub co może to odstraszyć, oprócz ptaków, skoro na zrobionym ze strony polskiej zdjęciu widać gołym okiem co to za “posterunek”.
Kesy24.pl

