
Collage / grafika: Telegraf
Kreml nie chce żadnych kompromisów terytorialnych. Według informacji Bloomberga Władimir Putin nie zamierza oddawać Ukrainie ani piędzi z okupowanych terytoriów, a dodatkowo chce zatrzymać część obwodów sumskiego i charkowskiego jako „strefę buforową”. Rosyjski przywódca ma być przekonany, że do rozmów pokojowych wróci dopiero wtedy, gdy jego armia zdobędzie cały Donbas.
Władimir Putin zaostrza swoje stanowisko wobec Ukrainy. Jak informuje Bloomberg, powołując się na źródła zbliżone do Kremla, rosyjski prezydent porzucił koncepcję jakiejkolwiek wymiany terytoriów i nie zamierza zwracać Ukrainie ziem okupowanych przez rosyjską armię.
Według rozmówców agencji Rosja chce nie tylko utrzymać kontrolę nad zajętymi obszarami, ale również zachować okupowane fragmenty obwodów sumskiego i charkowskiego jako stałą strefę buforową przy granicy z Ukrainą. Kreml uważa, że ma to zwiększyć bezpieczeństwo rosyjskiego terytorium i utrudnić ukraińskie operacje wojskowe.
Źródła Bloomberga twierdzą, że Putin nadal uzależnia wznowienie poważnych negocjacji pokojowych od zdobycia całego obwodu donieckiego. Rosyjskie Ministerstwo Obrony miało zapewnić prezydenta, że osiągnięcie tego celu jest możliwe jeszcze przed końcem 2026 roku.
Nie wszyscy rosyjscy wojskowi podzielają jednak ten optymizm. Jedno ze źródeł związanych z resortem obrony przyznało, że bardziej realistycznym terminem zakończenia operacji jest dopiero 2027 rok.
Według agencji, Putin miał również ostatecznie zrezygnować z wcześniejszego pomysłu wymiany terytoriów po uznaniu, że nieformalne ustalenia z prezydentem USA Donaldem Trumpem, które miały zostać osiągnięte podczas szczytu w Anchorage w sierpniu 2025 roku, przestały obowiązywać.
Rosyjska strona utrzymywała, że Ukraina miałaby oddać cały Donbas w zamian za zwrot okupowanych terenów w obwodach sumskim i charkowskim. Administracja USA stanowczo zaprzeczyła jednak, aby takie porozumienie kiedykolwiek istniało.
Na zmianę stanowiska Kremla miała wpłynąć także decyzja Donalda Trumpa o poparciu wysokich ceł – sięgających 100 procent – wobec największych importerów rosyjskiej ropy i gazu oraz skuteczne ukraińskie ataki na rosyjską infrastrukturę paliwową, które wywołały problemy z zaopatrzeniem na rynku wewnętrznym.
Rozmowy pokojowe prowadzone przy udziale Stanów Zjednoczonych pozostają zamrożone od lutego, gdy administracja USA skoncentrowała swoją uwagę na kryzysie związanym z Iranem.
W czerwcu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski publicznie zaproponował Putinowi osobiste spotkanie, jednak rosyjski przywódca odrzucił tę propozycję. Oświadczył jedynie, że rosyjska armia musi „kontynuować pracę”.
Tymczasem Ukraina konsekwentnie opowiada się za zakończeniem wojny na obecnej linii frontu i odrzuca rosyjskie żądania przekazania pozostałej części obwodu donieckiego.
Równocześnie rosyjska armia zwiększa presję militarną. W ostatnich tygodniach nasiliły się zmasowane ataki rakietowe i dronowe na Kijów oraz inne ukraińskie miasta. Najcięższe walki toczą się w rejonie Konstantynówki – strategicznego węzła logistycznego w obwodzie donieckim. Jego zdobycie mogłoby otworzyć Rosjanom drogę do ukraińskich umocnień w Kramatorsku i Słowiańsku.
Według szacunków amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) Rosja kontroluje obecnie około 80 proc. obwodu donieckiego. Analitycy podkreślają jednak, że tempo rosyjskiej ofensywy pozostaje zbyt wolne, by można było z całą pewnością stwierdzić, że Moskwa zdoła kiedykolwiek opanować cały region.




Dodaj swój komentarz