Przykro jest obserwować naiwność zachodnich liderów, którzy – po zamachach w Paryżu – spodziewają się przekonać do walki z terroryzmem głównego sponsora terroryzmu – piszą analitycy agencji informacyjnej Newsader.
Liderzy czołowych mocarstw Zachodu po paryskich atakach wyrazili nadzieję na dołączenie Rosji do sojuszu antyterrorystycznego. Reuters opublikował całą serię informacji, z których wynika, że cywilizacja euroatlantycka nadal liczy na pomoc Moskwy w walce z „Państwem Islamskim”.
Tymczasem – komentują analitycy Newsader – cała historia zbrodni wojennych Putina, popełnionych w Gruzji, na Ukrainie, a teraz w Syrii świadczy o tym, że Kreml nie pragnie unikać konfliktów. Przeciwnie, na wszelki sposób je prowokuje i uczestniczy w krwawych igrzyskach przy pomocy swoich wojsk.
Liderowi kremlowskiego ugrupowania niezbędne jest tworzenie napięcia w całym świecie. Daje mu to status siły, z którą wspólnota międzynarodowa, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, powinna prowadzić negocjacje. W wyniku takich dyskusji, jak podczas ostatniego szczytu G20, Moskwa dostaje szansę na odegranie roli pośrednika a nawet sojusznika w rozwiązywaniu konfliktów, przez nią samą rozpalanych.
Głównym osiągnięciem prowokacyjnej taktyki Kremla jest fakt, że Rosja – podstępem dążąca do uwzględnienia jej w walce z tym lub innym globalnym problemem – problemu nie niweluje, lecz zamraża poprzez niekończącą się serię dyplomatycznych gier. Innymi słowy, hoduje nowotwór, po czym na wszelkie sposoby – polityczne i wojskowe – podtrzymuje go przy życiu, nie zapominając o wysłaniu na Zachód za pomocą „pożytecznych idiotów” kłamliwej propagandy, mającej na celu zapewnienie takiej operacji retorycznej ochrony.
Zadziwiającym aspektem tej sytuacji jest to, że zachodni politycy nadal – przynajmniej werbalnie – całkiem poważnie omawiają z Putinem kwestię „wspólnych wysiłków”. Jest tylko jedno racjonalne wytłumaczenie takiej postawy: niechęć stwarzania prezydentowi Rosji, cierpiącemu na zaburzenia psychiczne, sytuacji głębokiego urazu, która mogłaby doprowadzić do wojny atomowej.
Problem jednak w tym, że możliwość wybuchu konfliktu atomowego równa się zeru bez względu na to, jakie byłyby relacje z Putinem, a gra dyplomatyczna prowadzona w ramach G20 skutkuje ofiarami wśród Ukraińców, Syryjczyków i innych narodów.
W odpowiedzi na zaniechania ze strony Zachodu Putin nie ucieka się do szantażu i straszenia wojną atomową (którą niewątpliwie by przegrał, podobnie jak wojnę konwencjonalną), lecz próbuje na wszelkie sposoby, przywrócić dobre relacje Rosji ze Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską.
Analitycy Newsader rekomendują Waszyngtonowi, Brukseli oraz ich sojusznikom przerwanie wszelkich kontaktów z Putinem i oficjalne wykluczenie go z G20 jako zbrodniarza wojennego, prowadzącego agresywną wojnę przeciwko Gruzji, Ukrainie i powstańcom syryjskim. Kontynuacja dyplomatycznych ukłonów pod adresem Kremla może skutkować stworzeniem nowych konfliktów w różnych punktach świata i nowymi atakami terrorystycznymi na terytorium USA i Europy. (WIĘCEJ: Analitycy apelują do Zachodu o przerwanie kontaktów z Putinem po niedawnych atakach terrorystycznych w Paryżu)
Kresy24.pl/imformnapalm.org, newsader.com


