Udział Rosji w wojnie w Syrii przypomina początek wojny hybrydowej na Ukrainie. Wraz z pierwszymi informacjami o pojawieniu się rosyjskich „zielonych ludzików” w Syrii nastąpiła nagła deeskalacja konfliktu w Donbasie. Eksperci od „wojny hybrydowej” zostali przekierowani na nowy projekt – pisze w niezależnej „Nowej Gazetie” Kirył Martynow.
Po co idziemy do Syrii? – pyta Martynow. Kampania w Syrii ma dla Rosji całkowicie inne znaczenie polityczne niż kryzys ukraiński. Ingerencja w konflikt militarny na Bliskim Wschodzie w przededniu posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego ONZ, w którym po raz pierwszy od dziesięciu lat weźmie udział Władimir oznacza, że Rosja gotowa jest wyjść do Zachodu z nową inicjatywą. Moskwa, która w odróżnieniu od Waszyngtonu nie musi się liczyć ze sprzeciwem ze strony opinii publicznej i Kongresu, bierze na siebie zniszczenie Państwa Islamskiego – twierdzi Martynow.
Jeśli plan odniesie przynajmniej częściowy sukces, rosyjskie władze otrzymają wszystko: normalizację stosunków z Zachodem, perspektywę rozmów o statusie Krymu i wzrost poparcia dla Putina wśród Rosjan dumnych z wodza, który – w przeciwieństwie do niezdecydowanych zachodnich demokracji jest zdolny atakować terrorystów wszędzie – nawet na Bliskim Wschodzie. Jest tylko jeden szkopuł: wydaje się, że nikt do końca nie oszacował, jakie ryzyko wiąże się z tą grą” – pisze rosyjski publicysta.
Kresy24.pl/novayagazeta.ru
