Białoruski dyktator popełnia ten sam błąd, jaki popełnił były ukraiński prezydent Wiktor Janukowycz przed rozpoczęciem masowych protestów na Majdanie. Podobnie jak jego kolega, Łukaszenka za wszelką cenę próbuje odegrać ważną rolę w polityce międzynarodowej.
Oceniając sytuację geopolityczną w regionie na początku 2016 roku, rosyjski politolog, dyrektor Instytutu EAUG Władimir Lepkin na portalu actualcomment.ru podkreśla „niestabilność ekonomiczną wokół rosyjskich granic”.
Obecny kryzys gospodarczy rozprzestrzeniający się na przestrzeni postsowieckiej, obarczony jest – zdaniem eksperta ogromnym ryzykiem politycznym: „to może prowadzić do nowych konfliktów i zaostrzyć stosunki Moskwy z krajami WNP”.
Zwracając uwagę na fakt utraty przez Rosję wpływów w Azji Centralnej i na Kaukazie, Lepkin zwraca szczególną uwagę na problem „solidnego” prorosyjskiego reżimu Aleksandra Łukaszenki.
„Jeśli chodzi o Białoruś, to władze tego kraju nie przejawiają spójności w swojej polityce… Pamiętamy przecież smutne doświadczenia Ukrainy, gdzie Janukowycz próbował odgrywać rolę „pomostu” między Unią Europejską i Euroazjatycką. A gdy tylko któryś z liderów zaczyna wchodzić w taką rolę, to jest to niechybnie początek jeg końca – przestrzega rosyjski politolog.
– Mińsk nie jest konsekwentny – a to jest „przyjacielem”, a to „krytykiem” Rosji. I na tym właśnie tle postępuje erozja elit. Teraz wszystko trzyma się na osobie Łukaszenki, ale powstaje pytanie, co będzie po nim, czy narastające milczące protesty przeciwko zbyt długim rządom Łukaszenki nie przekształcą się w jakieś akcje…?”, – pyta retorycznie ekspert.
Kresy24.pl/actualcomment.ru
