
Collage / Fot: Telegraf / LiveJournal
Białoruska propaganda i sam Aleksander Łukaszenka często wciska narodowi swój wizerunek “zwykłego człowieka z ludu”, pogardzającego luksusami. I niektórzy naiwni w to wierzą, bo chcą wierzyć. Dziennikarze przyjrzeli się jednak zegarkowi dyktatora i “czar skromności” prysł.
Na wielu zdjęciach na prawym przegubie Łukaszenki wyraźnie widać zegarek, który portal Telegraf bez trudu zidentyfikował jako szwajcarski Patek Philippe Calatrava 5120J z korpusem z 18-karatowego złota, na pasku ze skóry krokodyla. Model kolekcjonerski. Jego rynkowa wartość to co najmniej 20 tys. euro.
Na niezależnych forach zaroiło się od złośliwych komentarzy, a niektórzy zwrócili uwagę, że synowie Łukaszenki noszą równie drogie zegarki.
Skoro taki “prosty człowiek”, to czemu nie nosi półkilogramowego zegarka z naszych mińskich zakładów Łucz?;
Sam pławi się w luksusie na naszej krwawicy, a innych uczy oszczędzania;
Pasek ze skóry krokodyla na świńskiej, kołchozowej racicy.
A mówił: “Nic nie mam, jak coś znajdziecie, to zabierzcie”. No to jest co zabrać. Kajdany nie będą już ze złota.


