
Białorusi nie mogą uwierzyć własnym oczom: takich kolejek na ich granicy nie było jeszcze nigdy. A powód jest zaskakujący.
W mediach pojawiają się nagrania z granicy rosyjsko – białoruskiej, na których widać długie sznury samochodów czekających przez wiele godzin na jej przekroczenie. “Często jeździmy na Białoruś, ale coś takiego widzę pierwszy raz. Nie wiem, dlaczego tak jest. Jesteśmy w szoku” – napisała na Instagramie jedna z Rosjanek, Anastazja.
My natomiast wiemy dlaczego i bynajmniej nie są to żadne masowe wypady weekendowe Rosjan na Białoruś. Jadą tam w zupełnie innym celu: zatankować ile się da, bo w Rosji o benzynę coraz trudniej z powodu ukraińskich uderzeń w rosyjskie rafinerie.
Tymczasem obie rafinerie białoruskie w Mozyrzu i Nowopołocku działają i produkują normalnie. Mieszkańcy zachodniej Rosji korzystają więc z okazji i ciągną z Białorusi pełne kanistry.
Ale jeśli tempo tego paliwowego najazdu się utrzyma, to wkrótce benzyny może zacząć brakować dla samych Białorusinów. Już teraz pojawiają się wezwania, by zamknąć granicę, a przynajmniej nie lać Rosjanom do kanistrów. I samemu zatankować na zapas, zanim tamci wszystko wywiozą.
To podobna sytuacja, jak niedawno z ziemniakami i warzywami. Kiedy w “raju Putina” nagle ich zabrakło, Rosja dosłownie wyssała z nich całą Białoruś, korzystając z braku ceł, a wściekli Białorusini mogli tylko pomstować na forach.
Wiadomo jednak, że mała Białoruś całej wielkiej Rosji paliwem nie napoi, może tylko trochę złagodzić obecny kryzys. A jeśli kolejne rosyjskie rafinerie będą “wypadać z obiegu” w takim tempie jak dotychczas, to będzie to tylko “białoruska kropla benzyny w morzu rosyjskich potrzeb”.



Dodaj swój komentarz