
Collage / screen WhiteHouse.gov / president.gov.ua
Polityka Donalda Trumpa odcięcia pomocy wojskowej, wbrew jego intencjom, przyniosła Ukrainie wielką korzyść – zauważa w The Telegraph finansista i prezes Hermitage Capital, Bill Browder.
Dopóki USA pod rządami Bidena dostarczały “kroplówkowo” Ukrainie pociski ATACMS, Kijów musiał przestrzegać ograniczeń ich użycia i nie mógł atakować celów w głębi Rosji. Kiedy ta pomoc się skończyła, ograniczenia zniknęły, a władze Ukrainy ostatecznie zrozumiały, że nie ma co liczyć na sojusznika i czas poważnie zabrać się do masowej produkcji własnych rakiet i dronów.
Skutki tych zmian widać gołym okiem. W całej Rosji płoną rafinerie, terminale i infrastruktura energetyczna, pozbawiając reżim Putina paliw, ograniczając jego dochody ze sprzedaży ropy i wywołując ferment przeciwko wojnie. A wkrótce Rosjanie zobaczą zapewne nadlatujące balistyczne FP-7 i FP-9.
Ukraińskie drony dalekiego zasięgu dolatują już w dużej liczbie nie tylko do Moskwy, ale znacznie dalej, do Petersburga, Murmańska i na Ural, gdzie jeszcze do niedawna byłoby to nie do pomyślenia. A o Krymie nawet szkoda gadać – zgodnie z zapowiedzią władz w Kijowie faktycznie staje się on odciętą od świata ruiną logistyczną, bez prądu, benzyny i transportu.
Przy okazji do polityków w Europie też w końcu dotarło, że wojna toczy się u jej granic, a nie na Alasce i jak sami nie weźmiemy się realnie do roboty, zamiast tylko dużo gadać, to skutki mogą być opłakane. Co pośrednio też można uznać za skutek działań, a raczej braku działań Trumpa.
Browder wzywa więc kraje zachodnie do utrzymania tempa wsparcia dla Kijowa, w szczególności do zwiększenia dostaw broni, systemów obrony powietrznej i przeznaczenia 300 miliardów dolarów z zamrożonych na Zachodzie rosyjskich rezerw na pomoc dla Ukrainy. A przy okazji do nałożenia wtórnych sankcji na rafinerie w Indiach, Chinach i Turcji, które kupują ropę Putina.
Zdaniem finansisty, nadzieje rosyjskiego dyktatora na osłabienie zachodniej koalicji zawiodły, szanse na zwiększenie presji gospodarczej i militarnej na Rosję rosną, a dopóki trwa wojna, powrót do dawnych ograniczeń zasięgu ukraińskich uderzeń raczej nie wchodzi w grę.
Byle tylko ta europejska pomoc ponownie nie uśpiła ukraińskiej samodzielności obronnej. Bo stara prawda mówi, że jak sam sobie nie pomożesz, to nikt ci nie pomoże i – jak w bajce Krasickiego – często okazuje się, że “wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”. Na razie się chyba na to nie zanosi.




1 komentarz
Kressowiak
30 czerwca 2026 o 13:47Elity ukraińskie od 30 lat mówią otwarcie, że Ukraina ma zdominować Polskę.
Poczytać co wygadywali Pinczuk, Arestowycz i inni….oni to mają utrwalone w świadomości i będą do tego dążyć, jak Rosja Putina do odbudowy imperium.
Nie ma czegoś takiego jak przyjaźń z Ukrainą (chyba że pozbędzie się nacjonalistycznego banderyzmu)….ani ze zbrodniczą, prymitywną imperialną Rosją, jest tylko aktualny polski interes !!. Oba te “kraje” są genetycznie podobne i oba stanowią duże a nawet dramatyczne zagrożenie, na musimy BYĆ PRZYGOTOWANI.
Czyli pacyfikować go wczesniej zanim DOJRZEJE…
Polityka jest rzeczą brutalną i pozbawiona absolutnie sentymentów…
Nas Polaków “sojusznicy” też kiedyś sprzedali, sprzedali nas w 1939 roku i sprzedali nas w Jałcie..
I nie jest w naszym interesie hodować gada na własnej piersi…
Nie jest w Polskim interesie, żeby z tej wojny na wschodzie JEDNA strona wyszła wzmocniona.
Jest w naszym interesie, żeby z tej wojny obie strony wyszły mocno przegrane. Jeżeli nie da się inaczej.A wygląda ze się nie da.