Słynny już przejazd prezydenta po moście na Krym za kierownicą ciężarowego kamaza ma niespodziewane konsekwencje. Okazało się, że Władimir Władimirowicz złamał prawo. To znaczy właściwie nie złamał, bo jest Władimirem Władimirowiczem…
Wszystko było widać w telewizji Wsiadł, ruszył i jechał bez zapiętych pasów czym naruszył odpowiednie przepisy kodeksu drogowego. Kara za takie przewinienie wynosi tysiąc rubli, zob. wideo poniżej:
Oczywiście od razu znaleźli się eksperci, którzy zinterpretowali przepisy tak, aby oczyścić prezydenta z zarzutów. Instruktor i szef szkoły „Klasa Mistrzowska” w której szkolą się kierowcy Federalnej Służby Bezpieczeństwa uznał, że o naruszeniu przepisów nie ma mowy. Po pierwsze droga była zamknięta dla ruchu. Po drugie kolumna ciężarówek nie przekroczyła prędkości 50 kilometrów na godzinę.
Instruktor wyczuł chyba jednak, że to słabe argumenty i znalazł sensowniejsze. „Zobaczcie jak pokazują bohaterów na filmach – czy któryś ma zapięte pasy?” A tak w ogóle, jeżeli już mieć pretensje to nie do prezydenta tylko do ochrony, która odpowiada za takie przejazdy. I na koniec dodał „Co tu gadać, no niech PIBRD (Państwowa Inspekcja Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego) ukarze, niech wystawi mandat”.
Rzecznik prasowy prezydenta ograniczył się jedynie do oświadczenia, że prezydent od dwudziestu lat posiada prawo jazdy kategorii C, które pozwala prowadzić ciężarówki.
My stawiamy sprawę jasno: nie interesują nas rosyjskie przepisy drogowe. Niech sobie Putin łamie je wszystkie po kolei, ale u siebie. Rzecz w tym, że gospodarz Kremla wtargnął na teren obcego państwa. Krym to Ukraina. A poza tym uważamy, że Kartaginę należy zburzyć.
Adam Bukowski, Telesfor



