
Collage / fot: TASS, Vlasti.io
Dni tego strategicznego obiektu energetycznego Rosji są już chyba policzone.
Nadal płonie rosyjski morski terminal naftowy w Teodozji na Krymie, trafiony przez ukraińskie drony w nocy na 6 bm. Ogień przerzuca się na kolejne rezerwuary, a strażacy nadal nie mogą powstrzymać żywiołu. W gaszeniu przeszkadza porywisty wiatr, który raz po raz zmienia kierunek – donosi kanał, nomen omen, Krymski Wiatr.
Na zdjęciach satelitarnych widać, że pasmo dymu ma już długość 21 km, a zarzewie ognia znajduje się jednocześnie w dwóch miejscach terminalu – podaje kanał Exilenowa+. Miasto jest zasnute dymem, mieszkańcy skarżą się na problemy z oddychaniem i wszechobecny smród paliwa. Dym pojawił się już nawet nad Półwyspem Kerczeńskim, który jest oddalony o 45 km.
W kilku okolicznych miejscowościach, m. in. w Stepnoje i Bieregowoje, zabrakło wody. Trzeba ją dowozić beczkowozami. Odwołano też część połączeń autobusowych. Co ciekawe – mimo że miasto tonie w dymie – władze Krymu nadal nie wydały żadnego oficjalnego komunikatu w sprawie pożaru, zapewne aby nie przyznać, że to skutek ukraińskiego nalotu.
Lokalne rosyjskie z-kanały przyznają, że sytuacja na tym strategicznym terminalu jest “krytyczna”. Ukraińskie drony atakowały go już wcześniej – udało im się spalić wtedy 12 z 34 rezerwuarów z paliwem. Ile zbiorników pozostanie całych po obecnym pożarze – na razie trudno stwierdzić.
Zobacz także: Bienzina niet! Paliwowa posucha ogarnia kolejne regiony.
KAS


