Białoruskiemu prezydentowi skażenie promieniotwórcze nie straszne. 26 kwietnia prezydent odwiedził regiony kraju, które 32 lata temu ucierpiały podczas katastrofy nuklearnej w Czarnobylu. Wsiadając do prezydenckiego samolotu zauważył, że udaje się tam, by osobiście sprawdzić jak przebiega kampania siewna na tych terenach. Cynizm?
“Dzisiaj wyjeżdżam, jak zwykle na południe kraju, na obszary, które ucierpiały w wyniku katastrofy” – powiedział Łukaszenka. – Chcę sprawdzić, w jaki sposób realizowane są moje polecenia odnośnie włączenie w obrót niewykorzystywanych od lat gruntów rolnych”, powiedział Łukaszenka.
Choć elektrownia atomowa w Czarnobylu znajduje się na Ukrainie, po awarii w roku 1986 wiatry zaniosły na Białoruś aż 80 procent skażenia. Na skutek awarii pierwotnie z obrotu rolnego wycofano 264 tysiące hektarów ziemi. W 2014 roku pod uprawy oddane zostało około 17 tysięcy hektarów ziemi.
Teraz “baćka” uznał, że nie ma powodu by zwlekać z uprawą na ziemiach uznanych wcześniej za radioaktywne. Jak informuje jego służba prasowa, prezydent uprzedził lokalną wierchuszkę oraz ministra rolnictwa i gospodarki żywnościowej, że chce zobaczyć na miejscu realną sytuację z realizacji jego poleceń.
Ciekawe tylko, czy na prezydenckim stole znajdą się produkty pochodzące ze strefy czarnobylskiej? Raczej nie. Łukaszenka często powtarza, że chce żyć długo, więc jada wyłącznie produkty czyste ekologicznie.
Kresy24.pl/bab


