• Ukraina
  • Białoruś
  • Rosja
  • Litwa
  • Region Bałtyku
  • Azja i Zakaukazie
  • Na Świecie
  • Historia i Wspomnienia
  • Kultura
  • Podróże po Kresach
  • Wyszukiwarka Kresowa
  • Kalendarium Kresów
    • Styczeń w Historii Kresów
    • Luty w Historii Kresów
    • Marzec w Historii Kresów
    • Kwiecień w Historii Kresów
    • Maj w Historii Kresów
    • Czerwiec w Historii Kresów
    • Lipiec w Historii Kresów
    • Sierpień w Historii Kresów
    • Wrzesień w Historii Kresów
    • Październik w Historii Kresów
    • Listopad w Historii Kresów
    • Grudzień w Historii Kresów
  • Polacy na Wschodzie
  • Biblioteka Kresowa
  • Kuchnia Kresowa
Kresy24.pl
  • 28 cze 2026
  • Gazety i Czasopisma Kresowe
    • Archiwum Dziennika Kijowskiego
    • Archiwum Gazety Polskiej Bukowiny
    • Archiwum Głosu Polonii
    • Archiwum Głosu znad Niemna
    • Archiwum Kuriera Galicyjskiego
    • Archiwum Kwartalnika Echa Polesia
    • Archiwum Kwartalnika Krynica
    • Archiwum Magazynu Polskiego
    • Archiwum Monitora Wołyńskiego
    • Archiwum Mozaiki Berdyczowskiej
    • Archiwum pisma Nasze Drogi
    • Archiwum pisma Polacy Donbasu
    • Archiwum pisma Polonia Charkowa
    • Archiwum pisma Wołanie z Wołynia
    • Archiwum Polak na Łotwie
    • Archiwum Polaka Małego
    • Archiwum Polaka w Niemczech
    • Archiwum Słowa Polskiego
    • Archiwum Słowa Życia
    • Archiwum Tęczy Żytomierszczyzny
Kresy24.pl
  • Ukraina
  • Białoruś
  • Rosja
  • Litwa
  • Region Bałtyku
  • Azja i Zakaukazie
  • Na Świecie
  • Historia i Wspomnienia
  • Kultura
  • Podróże po Kresach
  • Wyszukiwarka Kresowa
  • Kalendarium Kresów
    • Styczeń w Historii Kresów
    • Luty w Historii Kresów
    • Marzec w Historii Kresów
    • Kwiecień w Historii Kresów
    • Maj w Historii Kresów
    • Czerwiec w Historii Kresów
    • Lipiec w Historii Kresów
    • Sierpień w Historii Kresów
    • Wrzesień w Historii Kresów
    • Październik w Historii Kresów
    • Listopad w Historii Kresów
    • Grudzień w Historii Kresów
  • Polacy na Wschodzie
  • Biblioteka Kresowa
  • Kuchnia Kresowa
Home
Historia i Wspomnienia

Kościół katolicki i szlachta w osiemnastowiecznej Rzeczypospolitej

21 mar 2020

Po katastrofie szwedzkiego potopu, nie mniej rujnującej wojnie z Rosją oraz wojnie domowej z lat sześćdziesiątych XVII wieku Rzeczpospolita pogrążała się w marazmie. Prawda, odbudowa gospodarki przyniosła na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych złudne prosperity, jednak z pokolenia – mowa o wszystkich warstwach społecznych – wyniszczonego dekadami wojen uformowała się inercyjna masa podatna na demagogię, a anarchizacja życia politycznego i społecznego sprzyjała bezsilnemu poddawaniu się hermetycznemu sarmatyzmowi.

Krótko mówiąc,  kryzysowi umysłowości w drugiej połowie XVII wieku towarzyszyły hipokryzja i dęta moralność. Proces ten pogłębił kataklizm wojny północnej. Sytuację piętnował Szymon Starowolski już w połowie tego stulecia, a jego konstatację można bez ryzyka przesady odnieść do pokolenia po wojnie północnej. „My grubi Sarmatowie – pisał – nie znając się na drogich perłach nauk wyzwolonych, jednym słowem filozofię błazeństwem, a filozofy i wszystkie ludzie uczone żakami, bikami, dominami, rybałtami, a ludzi dobrych, cnotliwych błaznami zowiemy, tych jeno grzecznymi rozumiejąc, co utracają, piją, huczą, znieważają drugich i zabijają niewinnych. O dusze tcze nieba, a pełne ziemie!”.

Rzecz jasna zanik zainteresowania szlachty nauką i szeroko pojętą wiedzą był wynikiem procesu kształtowania się jej mentalności – by tak rzec – w warunkach oblężonej twierdzy, co jest typową reakcją w momentach kryzysów ustrojowo-społecznych. Z kolei wzrastająca rola Kościoła katolickiego wpłynęła na jej religianctwo i zunifikowanie obrazu wzorowego szlachcica jako obywatela katolika. Oczywiście wiązało się z tym podkreślanie wyjątkowości jego i całej społeczności szlacheckiej Rzeczypospolitej jako najdoskonalszej w najlepiej zorganizowanym państwie.

To przekonanie doskonale współgrało z narracją Kościoła Katolickiego, który tłumaczył klęski spadające na kraj, w zależności od kontekstu, agresją wrażego świata innowierców lub karą boską za grzechy, a jako jedyny ratunek wskazywał wierność Bogu, Matce Boskiej i jedynemu pośrednikowi między nimi a światem doczesnym – czyli sobie. Nadając tej narracji formę chrześcijańską majoryzował w ten sposób przestrzeń publiczną i prywatną. W tym sensie był to zupełny odwrót od idei państwa świeckiego, którym Rzeczpospolita skądinąd nigdy nie była, jednak w XVI i pierwszej połowie XVII wieku republikańskiej części szlachty udawało się powstrzymywać zakusy zdominowania przez Kościół katolicki wszystkich dziedzin życia społeczno-politycznego, w tym prawa.

Religijność polskiej szlachty nie wpływała jednak na jej moralność. Wśród pokolenia wojny północnej dominowała religijność obrzędowa i związana z nią znieczulica społeczna, degrengolada moralna i obojętność na krzywdę innych ludzi.

Wielka wojna północna okazała się katastrofą dla Rzeczypospolitej. Przerażające – choć do dziś całościowo niezbadane – straty demograficzne, gospodarcze i kulturalne niejako wymusiły na Kościele katolickim zmianę taktyki edukacyjnej, a więc rozwój sieci szkół kościelnych i zakonnych przy zachowaniu poziomu nauczania wedle jezuickiej szkoły humanistycznej, i jednocześnie swego rodzaju umasowienie owej edukacji z jedną gruntowną korektą – folkloryzacją katolicyzmu. Projekt był o tyle łatwy do przeprowadzenia, że kataklizmy wojny północnej stosunkowo łagodnie obeszły się z substancją majątkową i personelem Kościoła katolickiego, a i państwo za panowania Wettynów nie ważyło się przeszkadzać, a z czasem wspierało moralno-mentalną odnowę pokiereszowanego społeczeństwa pod batutą duchowieństwa. Wystarczy wspomnieć, że czasach saskich dobra kościelne rozrosły się do ok. 20 proc. wszystkich dóbr ziemskich, a wzrost ten odbył się przede wszystkim za sprawą ekspansji majątkowej zakonów. Sprzyjał temu również regres umysłowy i ekonomiczny szlachty, która ze względów emocjonalnych, ale też praktycznych, garnęła się do kościelnych i zakonnych placówek edukacyjnych, a hojnymi nadaniami budowała potęgę kleru.

Dobrym przykładem rozrost szkół jezuickich w Rzeczypospolitej w latach 1700-1770. Trzystopniowe kolegia jezuickie, teoretycznie bezpłatne i publiczne, były najbardziej popularne wśród szlachty. Inna sprawa, że funkcjonariusze Societatis Jesu, obecni w Rzeczypospolitej Obojga Narodów właściwie od jej zarania, dysponowali najbardziej rozbudowaną siecią szkolną, a i jej rozwój w pierwszej połowie XVIII w. był imponujący. Przypomnijmy – na początku osiemnastego stulecia w Rzeczypospolitej funkcjonowało 46 kolegiów jezuickich, a siedem dekad potem już  66 (wzrost uczniów z 10 200 do 16 400, a kadry nauczycielskiej z 246 osób do 417 osób). Wyraźnie też widać, że celując w najzamożniejszego klienta, czyli magnaterię i bogatą szlachtę, jezuici położyli nacisk na organizację kolegiów pełnych, czyli szkół pięcioklasowych łacińsko-greckich z trzyletnim kursem filozofii i czteroletnim kursem teologii, w których liczba uczniów w tym okresie wzrosła z 4 tys. do 8,5 tys. W kolegiach niepełnych (szkoły pięcioklasowe łacińsko-greckie z kursem filozofii) wzrost liczby uczniów w tym czasie był wyraźnie skromniejszy – z 4 tys. do 5 tys. Z kolei w kolegiach zwykłych (szkoły zasadnicze pięcioklasowe łacińsko-greckie z trzema klasami gramatyki, jedną klasą poetyki i jedną klasą retoryki) wzrost liczby uczniów był najmniejszy – z 2,2 tys. do 2,9 tys.

Wprawdzie w końcu XVII wieku jezuici próbowali odświeżyć tzw. Ratio Studiorum – przepisy dotyczące rozkładu zajęć i programu nauczania – poszerzając program o historię, geografię, matematykę, fizykę, teologię pozytywną opartą na studiowaniu Biblii – jednak wojna północna uniemożliwiła tę ambitną reformę.

Od lat trzydziestych XVIII wieku alternatywą edukacyjną dla szkolnictwa jezuickiego – choć nie konkurencją – próbowali stać się pijarzy. Jeden z nich, Stanisław Konarski, po studiach we Włoszech, Francji i Niemczech oraz praktyce politycznej u boku Stanisława Leszczyńskiego podjął w latach czterdziestych trud przeszczepienia na polski grunt nowoczesnego szkolnictwa. Opierał się na doświadczeniach ze swoich europejskich peregrynacji naukowych. Rozumiejąc, że oświecenie pokolenia wojny północnej to walka z wiatrakami, w ramach założonego przez siebie w Warszawie Collegium Nobilium, ekskluzywnej szkoły dla synów magnackich, podjął trud wykształcenia najpierw elity rządzącej, a w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych zabrał się do reformowania systemu edukacyjnego szkolnictwa pijarskiego. Jednak potencjały szkolnictwa jezuickiego i pijarskiego dzieliła przepaść. Przypomnijmy – między drugą połową XVII wieku a latami osiemdziesiątymi następnego stulecia, pijarzy zdołali powiększyć swoją sieć kolegiów z 11 do 27, zaś szkół z dziewięciu do 29.

Można więc powiedzieć, że na powszechną edukację szlachty nie miało to większego wpływu. Jak dotychczas produktem schematycznego kształcenia, opierającej się na łacinie i retoryce, pozbawionego głębszej refleksji i racjonalizmu, były rzesze krasomówców, kompilatorów i wierszokletów. Nieliczni absolwenci z olejem w głowie jedynie potwierdzali tę regułę.

Bogatą paletą propozycji, odpowiadającą gustom średniozamożnej i masom ubogiej szlachty, dysponowało wiele innych zakonów: przybyli do Polski za Sasów marsowi misjonarze św. Wincentego à Paulo, paradoksalnie nieźle wykształceni kapucyni różnych obserwancji, a zwłaszcza zakonnicy żebrzący – franciszkanie konwentualni, dominikanie, bernardyni i reformaci. Ich działalność w praktyce realizowała ideę folkloryzacji sarmackiego katolicyzmu, bo ostre reguły większości z tych zakonów nie wykluczały jednak prozy życia, w której obok modlitw był czas na swawole za sytym i trunkowym stołem. Słowem, wedle bernardyńskiej maksymy: „Pana Boga chwal, sztukę mięsa wal! W pełen kielich dmuchaj, przełożonych słuchaj”.

Rzecz jasna centralnym punktem życia religijnego była obrzędowość, która po wojnie północnej często przyjmowała karykaturalne rozmiary i charakter. Sprzyjało temu odświeżenie kultu wielu świętych, a przede wszystkim nadanie specjalnej rangi kultowi maryjnemu. Przypomnijmy – w 1717 roku uroczyście koronowano obraz Matki Boskiej Częstochowskiej na królową Polski. Szło za tym zagęszczanie, często ponad miarę, sieci kościołów parafialnych i klasztornych, któremu towarzyszyła swego rodzaju indywidualizacja obrzędowości, bo wśród możnych i bogatszej części szlachty popularną była praktyka budowania prywatnych kaplic pałacowych czy dworskich. Masy szlacheckie sarkały, bo bezczelna hipokryzja karmazynów biła po oczach, a i władze kościelne były wobec tego krytyczne – wszak prywatnie nie godzi się chwalić Pana, ponadto parafie są stratne na ofiarach i kolektach.

Inną sprawa była osobliwa gorliwość i zapał uczestników kolektywnego kultu. Przykładem zachowanie wiernych szlachciców podczas Podniesienia, policzkujących się się wzajemnie albo bijących głowami o podłogę lub o ławki. Można domniemywać, że ów zapał wzmagał się szczególnie podczas liturgii Męki Pańskiej. Swoją żarliwość uzewnętrzniali również w głośnych modlitwach i wokalizacjach, które – jak zauważył Urlyk Werdum – były po prostu wyciem.

Karierowicze i proteusze uprawiali natomiast coś, co można określić bigoterią polityczną. Adam Moszczeński opisał wyścig tych co obrotniejszych do łask królowej Marii Józefy, żony Augusta III, skądinąd wielkiej bigotki: „Ci, którzy chcieli uzyskać interesowanie się królowej do dostojeństw i urzędów, uczęszczali do kościołów, na nabożeństwo, gdzie królowa bywała, tamże wzdychaniem gorąco się modląc, głośnym biciem czoła o ziemię i policzkowaniem się pewni byli zwrócenia królowej na siebie, a stąd zyskania jej protekcji, bo miała zwyczaj pytać się o tych, co taką grali rolę: co to za jedni?”.

Krajobrazu owej bogobojnej krainy dopełniały tzw. karawaki, krzyże morowe mające chronić przed zarazą i nieszczęściami, przywleczone do Rzeczpospolitej z Włoch i Hiszpanii w drugiej połowie XVII wieku, a po wojnie północnej rozpropagowane po wsiach i miasteczkach. Były to krzyże o dwóch belkach poprzecznych, na których umieszczono siedem małych krzyżyków i kilkanaście liter. Przed najróżniejszymi kataklizmami miały chronić także pokuta i umartwianie się. W okresie Wielkiego Postu Koronę i Litwę wzdłuż i wszerz przemierzały kondukty pokrwawionych biczowników, a szlachta, ta bogobojniejsza, przeżywała go, zakładając włosienice. Drugą stroną medalu był utylitaryzm w pojmowaniu i celebracji obrzędów. Przykładów można mnożyć, jednym z nich jest zachowanie księcia Karola Stanisława Radziwiłła „Panie Kochanku”, który – jak wspominał kasztelan Marcin Matuszewicz – upiwszy się, szedł do kaplicy, a „tam tedy godzin ze dwie lub więcej śpiewał godzinki, różaniec i inne pieśni nabożne, że się aż zawrzeszczał i wytrzeźwił”.

Dekady po wojnie północnej to również czas wzrastającej popularności kultu maryjnego i świętych, których propagacją trudniły się szczególnie rozrastające się zakony. Do sanktuariów i klasztorów w kraju i za granicą szlachta pielgrzymowała grupowo albo indywidualnie, z czego, poza strawą czysto duchową dla pątnika, wymierne korzyści czerpały Kościół, zakony i rzesze świeckich przedsiębiorców. Przykładem wzrost popularności sanktuarium w Kodniu i koronowanego w 1723 roku tamtejszego obrazu Matki Boskiej. Zresztą  w XVIII wieku w Rzeczypospolitej koronacje wizerunków Bogurodzicy nabrały rozpędu i stan ten trwa do dziś.

Ekspansja kultu maryjnego i świętych w warunkach religijnego analfabetyzmu wiernych i kleru sprzyjała też rozwojowi zabobonów i magii, które żywiły nie tylko personel kościelno-klasztorny, ale różnej maści szarlatanów – szafarzy cudownych dewocjonaliów, podejrzanych pustelników, uzdrowicieli i religijnych samozwańców. Szlachta i chłopi modlili więc do świętych w intencji urodzaju, ochrony przed dolegliwościami, chorobami i klęskami elementarnymi, a modlitwom przebłagalnym towarzyszyły żarliwe, ale jałowe treściowo, kazania, i często jawnie pogańskie obrzędy, tyle że usankcjonowane przez Kościół. Matuszewicz wspominał wrażenie, jakie wywarło na nim kaznodziejstwo ks. Obłoczymskiego (Owłoczymskiego): „Wielkie miałem zbudowanie z kazań dziwnie gorliwych, a tak ze wszelkich sił i głosu mówionych, że cale o zdrowiu jego wątpić potrzeba było, aby mógł długo tak wielkiej wystarczyć pracy. Widziałem podczas jego kazania ludzi wszystkich płaczących, a drugich ryczących od płaczu”.

Co ciekawe, nastroje części szlachty były antyklerykalne. Panów braci niezmiennie raziło uprzywilejowanie kleru, wyrażające się w zbyt niskim opodatkowaniu na potrzeby państwa, szczególnie wobec zubożenia kraju po wojnie północnej, wystawny tryb życia, wręcz sybarytyzm, hierarchii kościelnej, oraz duże uprawnienia sądownictwa kościelnego. A także – co nie mniej ważne – obciążenia fiskalne na rzecz kleru, zwłaszcza dziesięcina.

W XVIII wieku na urzędach biskupich zasiadali wyłącznie potomkowie najbogatszych rodzin, którzy, w większości bez studiów teologicznych i zasług dla Kościoła, nie przejmując się obowiązkami swego stanu, dbali wyłącznie o pomnażanie majątku. Byli to właściwie kościelni magnaci, trybem życia często nieróżniący się od tych świeckich. Kompetentnie opisał to ks. Jędrzej Kitowicz, w latach czterdziestych XVIII wieku związany z dworem biskupa poznańskiego Teodora Czartoryskiego. „Mówią pospolicie, że suknia nie ma nic do obyczajów; oj ma i bardzo wiele! – pisał – Skoro duchowni zaczęli nosić niemiecką suknię, zaczęli powoli dyspensować się od pacierzy i od służby ołtarza; na końcu panowania Augusta III wielu już było biskupów, którzy rzadko, ledwie kilka razy w rok, do służby ołtarza przystępowali; ordynacje czyli święcenia księży, i sakrament bierzmowania na sufraganów, a rządy diecezjalne na audytorów spuściwszy, sami się rozrywkami, publikami i chwytaniem dworskich faworów zatrudniali”. Dodajmy, że największym problemem nie było opilstwo i obżarstwo. Dla szlachty o wiele większy ciężar gatunkowy miało łamanie celibatu i związana z tym głupota w postaci ostentacyjnego prowadzania się, zwłaszcza hierarchów, z kochankami. Zresztą ówczesny kler, właściwie na wszystkich poziomach, odnosił się do wstrzemięźliwości seksualnej – by tak rzec – ambiwalentnie. Owszem, śluby kapłańskie to poświęcenie całego siebie Bogu, ale w wymiarze praktycznym różnie z tym bywało i nie każdy duchowny był ochotny do dźwigania krzyża męczeństwa wstrzemięźliwości seksualnej.

Ogólnie rzecz biorąc, kwestia stosunku państwa do Kościoła, również w zakresie jurysdykcji papieża i jego reprezentanta w Rzeczypospolitej – nuncjusza – nabrała ostrości właśnie w pierwszej połowie XVIII wieku. Przykładem konflikt z 1726 roku między sejmem a mieszającym się w sprawy wewnętrzne Rzeczypospolitej nuncjuszem Vincenzo Santinim. Posłowie zażądali wówczas od papieża jego odwołania; spór przerwała śmierć Santiniego w 1728 roku. Jego następca Camillo Paolucci ugodową polityką doprowadził w 1737 roku do zawarcia we Wschowie konkordatu, który regulował kwestię obsady wyższych godności kościelnych. Do ponownego zaostrzenia konfliktu między szlachtą a klerem doszło w latach pięćdziesiątych XVIII wieku. Co ciekawe, przeciwko nadmiernej wszechwładzy sądów konsystorskich wystąpiła szlachta czerska i liwska z ultrakatolickiego Mazowsza, która wywalczyła zniesienie zależności od sądów kościelnych w sprawach majątkowych. Konflikt przyjął jednak wymiar ogólnokrajowy, w następnych dekadach w ślady braci z Mazowsza poszły kolejne województwa. Nie mniej ciekawy jest fakt, że do tego sukcesu walnie przyczynił równie bogobojny katolik, jeden z sygnatariuszy konkordatu ze Wschowy, marszałek wielki koronny i administrator Warszawy Franciszek Bieliński, który mimo nacisków Augusta III i prymasa Adama Komorowskiego, nie tylko przeforsował zlikwidowanie w rozmiarze lokalnym dziesięciny i wspomnianej jurysdykcji sądów kościelnych, ale stanowczo przeciwstawił się samowoli jezuitów w Warszawie.

Opr. TB

fot. Polska szlachta w mundurach wojewódzkich w XVIII wieku, anonim, Wikipedia

 

< Idź pod prąd Zobacz inny >
Ważne? Ciekawe? Podaj dalej:

Nie przegap w tym temacie:

Tartous – mój dom (V)Tartous – mój dom (V) Tartous – mój dom (IV)Tartous – mój dom (IV) K24Porozów, którego już nie ma…
  • Tagi
  • edukacja
  • jezuici
  • Kościół katolicki
  • religia
  • Rzeczpospolita Obojga Narodów
  • szlachta

Dodaj swój komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Uwaga! Komentarze naruszające prawo będą usuwane, a dane autorów - przekazywane organom ścigania.

Najnowsze wiadomości
Szok! Najpierw skandal z „bohaterami UPA”, a teraz to! Zełenski się rozkręca

Szok! Najpierw skandal z „bohaterami UPA”, a teraz to! Zełenski się rozkręca

Sensacyjna zapowiedź: To moje ostatnie tygodnie jako prezydenta, po których zrezygnuję!

Sensacyjna zapowiedź: To moje ostatnie tygodnie jako prezydenta, po których zrezygnuję!

Administracja Łukaszenki do mediów: Nie róbcie z tego sensacji!

Administracja Łukaszenki do mediów: Nie róbcie z tego sensacji!

Nerwowo u Putina na Wałdaju. „Moment prawdy” dla Łukaszenki

Nerwowo u Putina na Wałdaju. „Moment prawdy” dla Łukaszenki

Kreml oskarża USA: „W Anchorage kupili czas Ukrainie”. Elity Putina żądają uderzenia nuklearnego

Kreml oskarża USA: „W Anchorage kupili czas Ukrainie”. Elity Putina żądają uderzenia nuklearnego

Trafili 700 kilometrów od linii frontu. Płoną kolejne rafinerie (WIDEO)

Trafili 700 kilometrów od linii frontu. Płoną kolejne rafinerie (WIDEO)

Kryzys się rozlewa. Kolejki po paliwo już przy granicy z Białorusią (WIDEO)

Kryzys się rozlewa. Kolejki po paliwo już przy granicy z Białorusią (WIDEO)

Władze potwierdzają: Cel numer jeden trafiony!

Władze potwierdzają: Cel numer jeden trafiony!

„Dajemy im to, czego chcą”. Rosja pokazała rozmowę szefa MSZ Białorusi z ukrytej kamery

„Dajemy im to, czego chcą”. Rosja pokazała rozmowę szefa MSZ Białorusi z ukrytej kamery

Dawny człowiek numer 1 Putina zmarł w dziwnych okolicznościach!

Dawny człowiek numer 1 Putina zmarł w dziwnych okolicznościach!

Projekt finansowany ze środków MSZ
Zmień ustawienia cookies
© Kresy24.pl 2018. Wszelkie Prawa Zastrzeżone.  Kontakt | Polityka prywatności
Produkcja: Fundacja Wolność i Demokracja