Międzynarodowa Organizacja Pracy zwróciła się do białoruskich władz o odwołanie ogólnobiałoruskiego „subotnika” (czyn społeczny odbywający się w wolną sobotę- red.) „ze względu na obecne okoliczności związane z pandemią SARS-CoV-2”.
Ale prezydent Białorusi nie bacząc na rekordowy wzrost przypadków zakażeń koronawirusem (w sobotę odnotowano aż 817 osób), nie tylko nie wprowadził kwarantanny w kraju, zignorował apel MOP i wzywa ludzi by wbrew logice masowo wychodzili z domów. Jak pisaliśmy, nie oszczędził nawet lekarzy i pielęgniarek.
Jak co roku, w asyście najbliższych współpracowników i synów przywódca kraju dawał przykład Białorusinom ja należy pracować.
Od rana białoruskie media państwowe pokazywały, jak Aleksander Łukaszenka w ramach „subotnika” sadził młode sosny w Prypeckim Parku Narodowym, w regionie dotkniętym katastrofą w Czarnobylu (jutro 34. rocznica).
Tak jak do tej pory, Łukaszenka, który nazywa pandemię „koronapsychozą”, pracował bez środków ochrony osobistej, jego współpracownicy rownież. Nie przejmowano się widać zachowaniem bezpiecznej odległości.
Agencja BelTA cytuje słowa prezydenta, który szczyci się, że w jego kraju tradycja „subotnika” przetrwała od czasów sowieckich.


