“Ujawnione w tym tygodniu dokumenty dotyczące sprawy zabójstwa Kennedy’ego nie zawierają wstrząsających informacji. Nie są to jednak materiały banalne. Ironią losu jest, że skłaniają do zastanowienia się nad możliwością dawnego moskiewskiego spisku akurat w momencie, kiedy w Waszyngtonie tropiony jest inny spisek, w który także zamieszani są Rosjanie” – napisał w “Rzeczpospolitej” politolog dr Michał Kuź.
Politolog zwrócił tym samym uwagę na specyficzny moment ujawnienia dokumentów. Trudno powiedzieć, czy było to zamierzone, ale aktualne wydarzenia w USA znowu mają wątek rosyjski w tle.
“O ile wtedy pytanie, przed którym stanęło FBI, brzmiało: „Czy Rosjanie zabili nam prezydenta?”, o tyle dziś brzmi: „Czy Rosjanie nam prezydenta wybrali?”. Badająca tę drugą sprawę komisja Roberta Muellera postawiła w poniedziałek zarzuty byłemu szefowi kampanii Trumpa Paulowi Manafortowi i jego współpracownikowi Rickowi Gatesowi. Równocześnie do prasy wyciekły materiały sugerujące, że przynajmniej część dowodów przeciwko Trumpowi została sfabrykowana za pieniądze Partii Demokratycznej.” – przekonuje autor.
Ujawnione kilka dni temu na podstawie decyzji prezydenta USA Donalda Trumpa utajnione dotąd materiały ze śledztwa dotyczącego zamachu na prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego 23 listopada 1963 roku w Dallas wciąż analizowane są przez amerykańskich dziennikarzy i badaczy. Na razie jednak nic nie wskazuje na to, że prawda daleko odbiegała od oficjalnych ustaleń – że zabójstwa dokonał amerykański komunista. Dokumenty wskazują co najwyżej, że amerykańskie państwo zdecydowało się nie wykorzystywać tej sprawy przeciwko ZSRS.
“Historyczne dokumenty mówią (…) o tym, że po zabójstwie Johna F. Kennedy’ego Moskwa bała się przejęcia władzy w USA przez radykalne siły i wojny nuklearnej. Miałaby to być zemsta za rzekome uśmiercenie prezydenta przez sowieckiego szpiega. Gdy się nad tym zastanowić, nie były to kalkulacje zupełnie irracjonalne.” – pisze Kuź.
“Z Lee Harveya Oswalda, który zastrzelił prezydenta, łatwo byłoby zrobić agenta Kremla. Przebywał w ZSRR i chciał tam pozostać, miał poglądy komunistyczne i żonę Rosjankę. Tyle że kiedy wyraził entuzjastyczną chęć współpracy z KGB, jej agenci po krótkiej rozmowie uznali go za wariata. „To neurotyczny maniak, który nie jest lojalny ani wobec swego kraju, ani czyjegokolwiek innego” – mieli napisać w raporcie i zarekomendować wydalenie Amerykanina z ZSRR. Ostatecznie Oswald wrócił do USA sam. Potem, mimo niepokojących poszlak, amerykańskie służby zdecydowały się nie wykorzystywać tej sprawy do rozgrywek międzynarodowych.” – czytamy dalej w tekście.
Oprac. MaH, rp.pl
fot.

