Okręty rosyjskiej Floty Północnej w piątek przepłynęły przez najwęższą część kanału La Manche – Cieśninę Kaletańską i wpłynęły do zatoki Sekwany.
Jak informuje biuro prasowe Zachodniego Okręgu Wojskowego ds. Floty Północnej, w rejsie bierze udział niszczyciel rakietowy „Siewieromorsk”oraz towarzyszące mu jednostki. Zadaniami załóg okrętu desantowego „Aleksander Otrakowski”, tankowca „Dubna” i holownika ratunkowego SB-406 było m.in. pokonywanie wąskich miejsc w trudnych warunkach hydrometeorologicznych i dużym natężeniu ruchu morskiego. Oprócz tego marynarze trenowali udzielenie pomocy tonącemu statkowi oraz przekazywanie ładunków z jednej jednostki na drugą. Potem będą ćwiczyć jeszcze m.in. walkę z podwodnymi dywersantami, z pożarem i podtopieniem swoich jednostek.
Rosyjskie okręty wypłynęły z bazy w Siewieromorsku 20 listopada. Przepłynęły w tym czasie ponad 1700 mil, część w warunkach sztormu. W zatoce Sekwany postanowiły właśnie przeczekać niesprzyjające warunki pogodowe.
Rosyjskie agencje informacyjne podkreślają, że ćwiczenia są planowe i odbywają się zgodnie z zatwierdzonym dawno programem, jednak w ostatnim czasie, w związku z „kryzysem ukraińskim” zachodnie media zwracają na nie znacznie baczniejszą uwagę.
Tak miało być np. z ekspedycją rosyjskich okrętów ku brzegom Australii, która zbiegła się w czasie z przylotem na szczyt państw G-20 w Brisbane Władimira Putina. Rzeczywiście, powszechnie uznano ją za demonstrację siły, a premier Australii kpił wówczas, że wszyscy goście goście przywożą ze sobą prezenty, a tylko Putin – krążowniki i fregaty.
I znowu zbieg okoliczności… Obecność okrętów Floty Północnej w kanale La Manche wypadła akurat na czas rosyjsko-francuskiego kryzysu wokół feralnego zamówienia helikopterowców „Mistral”.
Kresy24.pl

