Kierownictwo ukraińskiego resortu obrony zostało poddane badaniu na wariografie, czyli detektorze kłamstw. Od tej pory nikt nie obejmie kierowniczego stanowiska zanim takiego badania nie przejdzie.
O masowym badaniu na wariografie poinformował “Głos Ukrainy” ukraiński minister obrony Stepan Połtorak. Według niego, obecnie badanie przeszło już 70 proc. kierownictwa ukraińskiego Ministerstwa Obrony i Sztabu Generalnego. Przy okazji zlikwidowano część wojskowej biurokracji obsługującej kierownictwo sił zbrojnych – łącznie zwolniono 200 osób.
Jednym z tych, którzy nie przeszli badania na wykrywaczu kłamstw okazał się urzędnik odpowiedzialny za zakupy zaopatrzenia dla wojska. “Poległ” na pytaniu o to, czy kiedykolwiek przyjął łapówkę. “Analiza wyników wykazała, że organizm urzędnika zareagował na to pytanie serią stresów, co dowodzi, że próbował on ukryć fakt otrzymania łapówki” – czytamy w opublikowanym dokumencie z badania.
W Polsce badaniu na wykrywaczu kłamstw poddawani są jedynie kandydaci do służb specjalnych. Ciekawe, dlaczego nie można tego badania rozszerzyć na wszystkich pracowników polskiej administracji i ministrów odpowiedzialnych zarówno za ważne decyzje finansowe jak i za tajemnice państwowe?
Czyżby pytanie o to, czy ktoś nie wziął łapówki lub czy nie współpracuje z obcym wywiadem aż tak bardzo naruszało jakieś dobra osobiste, jeśli ktoś nic takiego nie ma na sumieniu? Jakie zresztą ma to znaczenie w obliczu olbrzymich strat, które powoduje dla całego kraju złodziej lub obcy agent np. w rządzie czy MSZ?
Kresy24.pl


