Kijów opowiedział się za włączeniem USA do uregulowania konfliktu w Donbasie.
„Jesteśmy za tym, aby Stany Zjednoczone były uczestnikiem procesu, w którym już de facto biorą udział” – powiedział zastępca szefa Administracji Prezydenta Ukrainy Walerij Czałyj, zauważając, że przystąpienie Stanów Zjednoczonych, a w szczególności prezydenta Obamy do “formatu normandzkiego”, zależy nie tylko od Ukrainy.
Mamy do czynienia z nową sytuacją. Wcześniej mówiliśmy o rozmowach z udziałem Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy i liderów tych państw. Ostatnio Angela Merkel jeździła do prezydenta Obamy uzgadniać z nim wspólne stanowisko. Konsultacje trwały również wewnątrz samej UE oraz między UE i USA – mówił Czałyj, którego cytuje rosyjski LifeNews.
Jak doniosły wcześniej ukraińskie media, ambasador USA w Kijowie Johm Teft oświadczył w imieniu prezydenta USA Baracka Obamy gotowość dołączenia do rozmów „normandzkiej czwórki”.
Moskwa, która o tej inicjatywie mówi wykrętnym językiem dyplomacji, stwierdziła, że „z satysfakcją powita działania każdego państwa, które wpłynie na Kijów, aby ten realizował porozumienia z Mińska”, ale jej prawdziwe intencje odzwierciedla stanowisko rosyjskich separatystów w Donbasie, którzy mówią jednoznacznie: „Nie” dla udziału amerykańskiego prezydenta w rozmowach, bo – jak uzasadniają – jego obecność „tylko komplikuje realizację porozumień”.
Kresy24.pl/LifeNews



