To była prawdziwa eksplozja energii, manifest polityczny i powiew wolności. 12,5 (!) tysiąca młodych rozentuzjazmowanych fanów białoruskiej grupy BRUTTO, 8 marca wypełniło największą halę białoruskiej stolicy Minsk – Arenę. To pierwszy tak duży koncert rockowy na Białorusi. Być może zamysłem białoruskich władz było skanalizowanie energii w myśl zasady “niech się dzieciaki wyszaleją, nie będą protestować na ulicach”.
Ale parząc na niżej zamieszczone zdjęcia szalejących przy rewolucyjnej muzyce BRUTTO i Siergieja Michałoka, latami zwalczanego przez reżim Łukaszenki, nasuwa się tylko jedna refleksja; rockmani silniejsi od polityków, opozycjonistów, to oni zmiotą ten system. Popatrzcie sami:
Jak wytłumaczyć ten fenomen, (jak na warunki białoruskie) który miał miejsce dwa dni temu w Mińsku? Otóż Siarhiej Michałok i jego zespół, w którym gra również Witalij Hurkow, wielokrotny mistrz świata w boksie tajskim, przez lata byli na Białorusi szykanowani. Michałok wraz zespołem trafił na „czarną listę” muzyków, którzy nie mają prawa koncertować na Białorusi. Kiedy z nieistniejącym już zespołem „Lyapis Trubiackoj” wystąpił na Majdanie w Kijowie, a utwór „Wojownicy światłości” został okrzyknięty nieoficjalnym hymnem rewolucji godności, musiał wynosić się z kraju. Poprosił o zezwolenie na pobyt stały na Ukrainie.
Michałok trafił teraz na „czarną listę” Kremla. Za poparcie udzielane Ukrainie oskarżony jest o nacjonalizm.
Kresy24.pl/euroradio.fm
