
Rosyjscy rekruci na Ukrainie często giną w ciągu 20 – 35 minut od przybycia na front, co zmusza dowództwo rosyjskie do ciągłego uzupełniania strat nowymi żołnierzami. A ci nie garną się już tak chętnie jak kiedyś, mimo obiecywanych gigantycznych zarobków – pisze New York Times, analizując wpisy rosyjskich blogerów wojskowych.
Przeciętny rosyjski żołnierz żyje od 10 dni do 3 tygodni od momentu podpisania kontraktu z wojskiem do śmierci na polu walki. Nic więc dziwnego, że rosyjskie władze oferują obecnie nowym rekrutom pensje nawet 80 tys. dolarów miesięcznie lub umorzenie długów na 140 tys. dolarów. Najczęściej bowiem do pierwszej wypłaty nigdy nie dochodzi, więc państwo nic nie traci.
W zeszłym roku Kreml pozyskał w ten sposób 420 tys. nowych żołnierzy kontraktowych, choć dane oficjalne mogą być niewiarygodne. Obecnie nawet państwowe media przyznają, że nabór w tym roku spadł o 30%. A jeśli one podają taka liczbę, to o ile spadł naprawdę?
Całe szkolenie przed wysyłką na front trwa zaledwie kilka dni. Nic więc dziwnego, że wartość bojowa takich “żołnierzy” jest znikoma i szybko giną oni w uderzeniach ukraińskich dronów. A na jednego zabitego żołnierza ukraińskiego przypada 8 zabitych Rosjan – szacuje brytyjski historyk Rosji, prof. Peter Frankopan z Oksfordu.
Z kolei rosyjski bloger wojskowy, Aleksandr Łunin przypomina, że rosyjscy dowódcy regularnie zastraszają i torturują własnych żołnierzy, kiedy nie chcą iść do samobójczych ataków lub oddać oficerom swoich pieniędzy. Ostrzega, że w końcu może to doprowadzić do buntu.
Frankopan uważa jednak scenariusz masowego buntu jest mało prawdopodobny. Jego zdaniem, Putin może uznać, że nie ma już nic do stracenia. “Strzeżcie się tonącego człowieka. Najbliższe miesiące mogą być niebezpieczne zarówno wewnątrz, jak i poza granicami Rosji, gdyż Putin usiłuje za wszelką cenę utrzymać się na powierzchni” – ostrzega brytyjski historyk.




Dodaj swój komentarz