
Fot: Sztab Generalny Ukrainy / facebook
Armia rosyjska niespodziewanie zmieniła taktykę w obwodzie charkowskim i rzuciła do walki małe grupy piechoty, które zaatakowały kilka przygranicznych wsi – zaalarmował w radiu Suspilne rzecznik ukraińskich Sił Połączonych, Wiktor Tregubow.
Według niego, Rosjanie próbują zdobyć miejscowość Kozaczja Łopań, trwają też walki o Graniewo. Strona ukraińska potwierdza, że wróg przełamał tam z zaskoczenia granicę, ale walki trwają i nie jest jeszcze jasne, gdzie ustabilizuje się front na tym odcinku.
“Rosjanie próbują zinfiltrować małymi grupami nasze pozycje i zdobyć przyczółek. Są już w obu tych wsiach i próbują przejąć nad nimi całkowitą kontrolę. Rosyjski atak nie jest wspierany przez wozy opancerzone, gdyż Rosjanie boją się, że zostałyby one szybko zniszczone przez drony.
“Masowe rozmieszczenie ciężkiego sprzętu jest po prostu nierealne, bo nie pozwala na to duże nasycenie przez nas przestrzeni powietrznej dronami. Dlatego Rosjanom pozostaje tylko manewrowanie małymi grupami piechoty, licząc na to, że ich szybko nie zauważymy” – mówi przedstawiciel ukraińskiego dowództwa.
Wcześniej również lokalne władze w Dergaczach, na północ od Charkowa, informowały o “częściowych taktycznych sukcesach” armii rosyjskiej we wsiach przygranicznych Weterij i Szewczenko.
Na razie działania Rosjan mają tam charakter zaczepny, nie jest to jakaś duża ofensywa. “Generalnie natomiast sytuacja staje się dla nas coraz bardziej korzystna. Rosyjska przewaga w ludziach, na której Kreml zawsze polegał, straciła swoje znaczenie w konfrontacji z naszą technologią. Ich siły się wyczerpują” – ocenia ukraiński ekspert Ołeksandr Kowalenko.
“Oczywiście jeszcze za wcześnie, by mówić o przełomie w wojnie, ale ogólnie sytuacja Rosjan zmienia się na niekorzyść i przełom jest coraz bliżej” – twierdzi ekspert.
Na razie jednak presja rosyjska nie ustaje – trwają zażarte walki o Konstantynówkę na wschodzie, gdzie Rosjanie dotarli na przedmieścia i odcinają ukraińskie trasy zaopatrzenia. Fiński analityk Emil Kastehelmi twierdzi wręcz, że upadek miasta to już tylko kwestia czasu.
Według Reutersa, zdobycie Konstantynówki mogłoby zapewnić wojskom rosyjskim korzystniejszą pozycję do dalszego natarcia wzdłuż tzw. “pasa twierdz” na wschodniej Ukrainie. Jednak nawet w takim scenariuszu postęp byłby bardzo powolny i okupiony przez Rosjan kolejnymi wielkimi stratami, jak wcześniej w Awdijiwce i Pokrowsku.
Z kolei ISW odnotowuje postępy Rosjan w rejonie wsi Pietrowpawłowka i Kuryłowka na podejściach do Kupiańska. Samo miasto nadal zdecydowanie kontrolują Ukraińcy, a niewielkie rosyjskie grupy dywersyjne, które próbują tam przenikać, są na bieżąco likwidowane.
Widać też nasilenie rosyjskich działań na południu, szczególnie w rejonie Orechowa. Nadal są to jednak ataki niedużych 50-osobowych grup na motocyklach i quadach. “Z powodu dużych strat możliwości rosyjskiego dowództwa są ograniczone. Nie są w stanie tu atakować na kilku odcinkach na raz” – zauważa ekspert ds. bezpieczeństwa Paweł Łakijczuk.
Analitycy nie są zgodni, co będzie w najbliższym czasie głównym celem Rosjan. Jedni twierdzą, że Sumy i Charków, na co jednak mają chyba za mało sił, drudzy – że rejon Pokrowska, Mirnogradu i Łymanu, a jeszcze inni, że Kramatorsk.




Dodaj swój komentarz