Białoruski dyktator powraca do swojej ulubionej retoryki, z której zrezygnował ostatnio, licząc na szczodrość zachodnich instytucji finansowych.
7 października, podczas spotkania z “deputowanymi” poprzedniej i obecnej kadencji parlamentu chwalił się, że armia białoruska jest w zdolna dać odpór “każdemu agresorowi”.
“Białoruska armia wyposażona jest w najnowocześniejszą broń i jest w stanie odeprzeć każdego agresora. W związku z tym, możemy mówić o pełnej modernizacji naszej armii, praktycznie ją zakończyliśmy. Dostosowaliśmy ją do ewentualnej wojny, która może być wywołana przeciwko naszemu krajowi – począwszy od walki w przestrzeni informacyjnej do konwencjonalnej wojny. Ale musicie zrozumieć, że wszystko, co ja tu mówię, to po to, żeby uniknąć wojny. Nie będziemy pobrzękiwać szabelką” – powiedział Łukaszenka.
“Nie chcemy, brać udziału w jakichkolwiek międzynarodowych konfliktach. Dlatego też nie będziemy walczyć w Syrii: to jest dla nas niemożliwe, i nie potrzebujemy tego. Ale jesteśmy zaniepokojeni tym, co dzieje się w Syrii. Pomagamy i nadal będziemy świadczyć wszelką możliwą pomoc Syryjczykom. Na Ukrainę czołgami nie najedziemy, pojedziemy tam na ciągnikach. Oni są naszymi braćmi, stanowimy słowiańską jedność, której nikomu nie pozwolimy zniszczyć”, – powiedział głowa państwa. – My, wraz z rosyjskim narodem, z Rosjanami będziemy bronić naszej wspólnej ojczyzny tu, na nie mniej ważnym dla Rosji zachodnim kierunku” – powiedział dyktator.
Kresy24.pl

