
Fot: 24 Kanał
Na Krymie zaczęły się masowe zwolnienia z pracy z powodu braku paliwa. Ludność jest wysyłana na bezpłatne urlopy, pracodawcy przestali płacić zaległe pensje i podatki, wszędzie masowe przestoje.
To wszystko za sprawą nalotów ukraińskich dronów, które noc w noc systematycznie pozbawiają odcięty od świata półwysep prądu i zapasów paliw. Niszczą stacje energetyczne, składy benzyny, mosty, wiadukty i tory kolejowe.
“Mój mąż był kierowcą ciężarówki. Teraz ciężarówka stoi bezczynnie. Nie mamy pieniędzy. Jak mamy przetrwać?” – to jeden z wielu komentarzy mieszkańców pod uspakajającymi postami zamieszczanymi przez rosyjskiego gauleitera Krymu, Siergieja Aksjonowa.
Sygnały o masowych zwolnieniach docierają z Jałty, Eupatorii i innych miast. Nagły brak dochodów, bankructwa firm, niemożność spłacenia kredytów i pożyczek – to powtarza się w wielu postach. Kolejna sieć krymskich stacji benzynowych TES zapowiada zwolnienie 2,5 tys. pracowników. A ci publikują rozpaczliwe apele o pomoc do Władimira Putina. Naprawdę wierzą, że im pomoże?
Brak pracy i pieniędzy to zresztą nie największy dramat, jaki zwalił się na głowy mieszkańców Krymu. W ślad za tym pojawi się bowiem wkrótce głód, brak wody pitnej i katastrofa epidemiologiczna, szczególnie przy obecnych upałach. Już teraz występują niedobory żywności, a przerwy w dostawie wody są coraz częstsze.
W każdym normalnym kraju już dawno ogłoszono by ewakuację. Ale nie w Rosji. “Putin nie potrzebuje Rosjan uwięzionych na Krymie, więc nie zamierza organizować im zielonego korytarza w celu ewakuacji. Już podjął taką decyzję” – twierdzi rosyjski ekonomista Igor Lipszyc.
“Dyktator mógłby przecież poprosić Ukrainę o zgodę na ewakuację Rosjan z Krymu przez Zaporoże, ale byłoby to dla niego upokorzenie. Woli udawać, że wszystko jest w porządku, a potem zrzucić winę za wszystko na Kijów” – zauważa ekspert.
“To, co dzieje się na Krymie, zaczyna przypominać oblężenie Leningradu w czasie II wojny. Brakuje wody, z prądem problemy, trasy ewakuacji – za wyjątkiem zakorkowanego Mostu Krymskiego – odcięte. Kolejki tysięcy samochodów przed wjazdem na most biją rekordy” – wylicza Liwszyc.
“Rosjanie nagle zdali sobie sprawę, że trzeba natychmiast uciekać. Ale nie do wszystkich to jeszcze w Rosji dotarło. Niektórzy na forach pytają… czy warto wysłać dzieci na wakacje na Krym? To właśnie pokazuje, jak wysoki jest poziom idiotyzmu w Rosji” – pisze ekonomista.
“Ludzie muszą zostać natychmiast ewakuowani ze względów humanitarnych. Ci, którzy mogą – na piechotę przez most. Ale to się nie stanie. Putin powie potem, że oni zginęli z winy ukraińskiej. Jego kompletnie nie obchodzi, ile tam umrze osób starszych, dzieci, bez lekarstw, prądu, wody, bez działających szpitali. On prowadzi własną wojnę, a naród jest mu zbędny” – przyznaje Liwszyc.



Dodaj swój komentarz