Pomysł zmiany przez władze rosyjskie nazwy Krymu na Taurydę, aby podkreślić jego „rosyjski status”, to próba odwrócenia uwagi mieszkańców półwyspu od prawdziwych problemów. Uważa tak były zastępca ministra ds. terytoriów tymczasowo okupowanych i osób wewnętrznie przesiedlonych Ukrainy Jusuf Kurkczi.
„To kolejna próba odwrócenia uwagi obywateli mieszkających na okupowanym terytorium od palących problemów. Są one związane z ochroną środowiska, niskim poziomem wynagrodzeń, usług medycznych itp.” – zauważył.
Podkreślił, że wszystkie te problemy na okupowanym terytorium to efekt rosyjskiej okupacji. „A tworzenie takich głośnych tematów [zmiana nazwy Krymu – red.] to tylko zabieg pjarowski” – podkreślił.
Dodał, że na samym Krymie niektórzy przedstawiciele władz okupacyjnych nie poparli inicjatywy, twierdząc, że „to nie jest to, czym musimy się dzisiaj zajmować”. „Oznacza to, że na poziomie politycznym toczy się tam wewnętrzna walka” – podsumował.
Przypomnijmy, pierwotnie taki pomysł zgłosili lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimir Żyrinowski oraz Iwan Szonus, szef organizacji zrzeszającej mniejszość grecką na Krymie „Tauryda”. Ostatnio zaś poparł tę ideę Georgij Muradow, tzw. wicepremier rządu Krymu i stały przedstawiciel Republiki przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej, który podczas międzynarodowego sympozjum „Krymska Hellada – greckie dziedzictwo Taurydy” argumentował, że „inicjatywa Greków z Taurydy, złożona w imieniu naszej republiki, aby do nazwy Krym dodać jej historyczne brzmienie – Republika Krym-Tauryda, wydaje się cennym pomysłem”.
Opr. TB, https://www.obozrevatel.com/
fot. https://vistanews.ru/

