
Minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis. Fot: printscreenYouTube/eudebates.tv
Kraje bałtyckie podpisały w piątek (19 stycznia) porozumienie o utworzeniu wspólnej linii obrony na granicach z Rosją i Białorusią.
Minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielus Landsbergis podkreśla, że krok ten nie ma na celu okazania wątpliwości co do zachodnich partnerów. Jego zdaniem jest to przygotowanie do ewentualnej wojny – pisze Delfi.lt.
„To jest także przesłanie polityczne – przesłanie Litwy, Łotwy i Estonii. Że czujemy zbliżającą się wojnę. Rozumiemy, że jeśli Rosja nie zostanie zatrzymana na Ukrainie, zajdzie ona dalej. A dalej będą kraje bałtyckie pójdą ich śladem”,
– powiedział Landsbergis reporterom w Brukseli przed posiedzeniem Rady Spraw Zagranicznych Unii Europejskiej.
„To nie brak zaufania, to przygotowanie na to, co może się wydarzyć. Mamy nadzieję, że będzie to wystarczający sygnał dla naszych przyjaciół i partnerów w Europie, NATO, że należy to potraktować poważnie” – dodał.
Landsbergis podkreślił, że wszystkie państwa regionu są zgodne, że czas na przygotowanie oporu wobec ewentualnej agresji jest bardzo ograniczony.
„Jeśli Rosja nie zostanie zatrzymana, to my będziemy musieli ją powstrzymać” – podkreślił polityk.
Zdaniem Landsbergisa to, czy Rosja będzie w stanie ponownie kogoś zaatakować, zależy głównie od sukcesu Ukrainy w wojnie z Rosją.
„Przede wszystkim sukces Ukrainy i zwycięstwo Ukrainy. Jeśli im się uda, dadzą nam czas. Ukraina zdobywa dla nas czas swoją krwią, swoim życiem, wszystkim, co ma. I nie wiemy, ile jeszcze czasu będą w stanie dla nas wywalczyć” – powiedział minister.
Ministrowie obrony Litwy, Łotwy i Estonii podpisali w piątek protokół o zamiarach wzmocnienia współpracy w zakresie rozwoju środków przeciwdziałania mobilności na wschodniej granicy NATO. Podczas spotkania w Rydze uzgodniono także dalszy wspólny rozwój możliwości wysoce mobilnych systemów artylerii rakietowej HIMARS.
ba za nashaniva.com/delfi/lt.



