Fiaskiem zakończyły się negocjacje amerykańsko-rosyjskie w Waszyngtonie w sprawie zajętych przez rząd USA dwóch nieruchomości należących do MSZ Rosji.
Decyzję o ukaraniu w ten sposób Rosji podjął w zeszłym roku jeszcze poprzedni prezydent Barack Obama w reakcji na rosyjskie próby wpływania na przebieg kampanii i wyborów prezydenckich w USA poprzez cyberataki. Oprócz zajęcia nieruchomości w Nowym Jorku i Maryland, wydalono także 35 rosyjskich dyplomatów.
W negocjacjach w Waszyngtonie wziął udział podsekretarz stanu USA Thomas Shannon oraz wiceminister SZ Rosji Siergiej Rybakow. Po tym, jak strony nie doszły do porozumienia, MSZ Rosji wydało oświadczenie, że jeśli rząd USA nie przestanie utrudniać pracy rosyjskiej dyplomacji, Rosja rezerwuje sobie prawo do podjęcia kroków odwetowych na zasadzie wzajemności.
Kontekstem dla całej sprawy jest też sytuacja polityczna w USA. Obecny prezydent USA Donald Trump jest poddawany nieprzerwanej krytyce ze strony opozycji z Partii Demokratów i nawet części własnego obozu, czyli Partii Republikańskiej za to, że według części mediów on lub jego współpracownicy mieli lub mają podejrzane kontakty z przedstawicielami państwa rosyjskiego, a w czasie kampanii celem rosyjskich “infowojen” i ataków hakerskich była głównie kandydatka demokratów Hillary Clinton oraz jej współpracownicy.
MaH / abc.net.au
Na zdjęciu: minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow, aut.zdj. , Munich Security Conference, CC BY 3.0 de
