Jak podała białoruska oficjalna agencja Biełta, dziś zaczął się drugi etap rosyjsko-białoruskich manewrów wojskowych, w którym ćwiczone będzie zarządzanie siłami zbrojnymi w warunkach odpierania “agresji przeciwko państwu związkowemu”.
W komunikacie czytamy, że sztaby wszystkich szczebli dostały szerokie spektrum zadań “przy odpieraniu ataków grup lądowych przeciwnika, prowadzeniu kontrdywersyjnej wobec przeciwnika konwencjonalnego i nielegalnych formacji wojskowych”.
Na poligonach białoruskich ćwiczy się niszczenie i blokowanie, także z użyciem lotnictwa, wrogich sił. Białoruskie dowództwo zapewnia, że charakter ćwiczeń jest obronny. Podobne są założenia dla ćwiczeń na poligonach w zachodniej Rosji. Na Bałtyku rosyjskie okręty ćwiczą m.in. ostrzeliwanie sił wroga.
Białoruskie władze podają przy tej okazji, że przybyli na miejsce obserwatorzy z Łotwy, Litwy, Norwegii, Ukrainy, Szwecji i Estonii.
Według ujawnionego przez dowództwa białoruskie i rosyjskie scenariusza teoretycznymi agresorami są Lubenia (północno-wschodnia Polska), Besbaria (rozpościerająca się na części obszarów krajów bałtyckich) i Wejsznoria, którą, o dziwo, umiejscowiono w północno-zachodniej Białorusi. Strona białoruska, podobnie jak rosyjska, twierdzi niezmiennie, że w manewrach bierze udział ok. 12-13 tys. żołnierzy, NATO mówi o tym, że podawane dane są nieprawdziwe i bierze w nich udział 70-100 tys., a charakter ćwiczeń jest ofensywny, a nie defensywny.
Na razie manewry odbywają się bez większych zakłóceń, jeśli nie liczyć wypadku wojskowego samolotu Tu-22M3 w bazie lotniczej Szajkowka w Rosji. Samolot wypadł z pasa startowego. Nikt nie zginął, ale maszyna nie nadaje się do użytku.
Oprac. MaH, belta.by
