Pijany w sztok Gérard Depardieu klął jak szewc na wieczorze poświęconym… stuleciu I wojny światowej. Francuski gwiazdor, który pokochał Rosję, a Władimira Putina porównał do Francois Mitterranda i Jana Pawła II, najwyraźniej ma się coraz gorzej.
Depardieu próbował na okoliczność wojny recytować wiersze, jednak pamięć nie dopisała, więc zamiast poezją uraczył publiczność wulgarnym matem i… osobistymi refleksjami o życiu. Nagle, na krótką chwilę, przypomniał sobie, po co wyszedł na scenę, ale nie trwało to długo.
Początkowo widzowie oklaskiwali swojego ulubieńca, sądząc, że to zamierzenie artystyczne, ale po chwili brutalna prawda dotarła do wszystkich. Zapadła martwa cisza, po czym spektakl został przerwany.
Słynny francuski, a w zasadzie rosyjski, aktor, któremu Władimir Putin przyznał obywatelstwo swojego wielkiego kraju, w pamiętnym ubiegłorocznym wywiadzie dla prokremlowskiej „Komsomolskiej Prawdy” nie szczędził komplementów swojemu idolowi. Twierdził, że prezydent Rosji jest jak Jan Paweł II i Francois Mitterand.
“Chcę powiedzieć, co myślę o Putinie: rosyjski naród potrzebuje kogoś takiego – z rosyjskim temperamentem. Putin chce przywrócić ludziom godność. Dla mnie jest jak Francois Mitterrand czy Jan Paweł II” – komplementował przywódcę Rosjan Depardieu, wychwalając “rosyjską demokrację” po tym, jak Putin nazwał go „przyjacielem” i wydał dekret nadający rosyjskie obywatelstwo.
Na oficjalnej stronie Kremla pojawiły się wówczas zdjęcia ze spotkania Depardieu z Putinem w prywatnej daczy rosyjskiego przywódcy, gdzie aktor padł mu w ramiona i odebrał rosyjski paszport za „zasługi dla kultury i kinematografii rosyjskiej.
Depardieu zasmakował w rosyjskiej satrapii tak bardzo, że w Czeczenii, gdzie razem z brutalnym autokratą, pod rządami którego dochodzi do zabójstw, porwań i tortur, Ramzanem Kadyrowem, zatańczył narodowy kaukaski taniec, lezginkę, oświadczył dziennikarzom: „Jestem pewny, że w Groznem żyją szczęśliwi ludzie”.
Kresy24.pl
