
W ostatnich dniach rosyjskie drony bojowe całkowicie przestały atakować Ukrainę z terytorium Białorusi – zauważa kanał Flagshtok. Od trzech dni na granicy białorusko-ukraińskiej nie zauważono ani jednego bezzałogowca. Potwierdza to także kanał monitoringu eRadar.
Tymczasem jeszcze niedawno rosyjskie drony nadlatywały znad Białorusi masowo i nawet bez radarów wielu mieszkańców strefy przygranicznej widziało je na niskim pułapie gołym okiem. Ostatni raz miało to miejsce 21 czerwca. Był to chyba jakiś “zabłąkany dron”, który wleciał w rejonie Sławutycza, a potem zawrócił na Białoruś i przepadł koło Dawidgródka w obwodzie brzeskim.
Nie oznacza to jednak, że rosyjskie drony przestały atakować przygraniczny ukraiński obwód czernihowski. Przylatują tam nadal, ale już inną trasą, bezpośrednio z Rosji, a nie z Białorusi i prawdopodobnie nie używają już do nawigacji stacji przekaźnikowych po stronie białoruskiej.
Zdaniem ekspertów, jest jeszcze za wcześnie, by wyciągnąć z tego jednoznaczny wniosek, że Łukaszenka ugiął się przed ultimatum Wołodymyra Zełenskiego i odciął rosyjskim dronom możliwość używania przekaźników wzdłuż granicy. Ale zniknięcie bezzałogowców z tego kierunku to jednak bez wątpienia nietypowa sytuacja.
Przypomnijmy, że Zełenski dał Łukaszence czas do najbliższego piątku, aby zdemontować rosyjskie przekaźniki wzdłuż granicy. Ostrzegł, że w przeciwnym razie “siły ukraińskie zrobią to samodzielnie i już bez ostrzeżenia”.
Tymczasem na kilka dni przed upływem tego ultimatum reżimowe media białoruskie ogłosiły niespodziewanie “długoterminową podróż zagraniczną” Łukaszenki.




Dodaj swój komentarz