
Sysytem S-300/Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons | Rosyjskie Ministestwo Obrony
Rosja redukuje obronę powietrzną w Arktyce, pozostawiając kluczowe instalacje wojskowe na Dalekiej Północy na pastwę ukraińskich dronów.
Zdjęcia satelitarne pokazują, że Kreml przenosi wyrzutnie S-300 i S-400 z kilku strategicznych instalacji w regionie, w rejony częściej atakowane.
Według informacji Radia Svaboda/Wolna Europa, z kilku kluczowych instalacji wojskowych w Arktyce zniknęły systemy obrony przeciwlotniczej. To efekt konieczności wzmocnienia ochrony obiektów położonych bliżej frontu i infrastruktury krytycznej w głębi Rosji.
Katarzyna Zysk, profesor Norweskiego Instytutu Studiów Obronnych ocenia, że zniknięcie wielu środków obrony powietrznej na dalekiej północy Rosji pokazuje „rosnącą rozbieżność między celami, których Rosja musi bronić, a wyrzutniami, pociskami przechwytującymi i wyszkolonym personelem, którym dysponuje”.
Ekspertka zaznacza jednak, że nie oznacza to całkowitego odsłonięcia rosyjskich instalacji strategicznych w Arktyce. Jej zdaniem Kreml uznał, że ryzyko dużego ataku w tym regionie jest obecnie niewielkie i może pozwolić sobie na czasowe osłabienie tamtejszej obrony.
Według Radia Wolna Europa od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 roku z arktycznych baz wycofano około 60 proc. rozmieszczonych tam systemów S-300 i S-400. Jednocześnie ochrona pozostaje utrzymana wokół najważniejszych strategicznych obiektów, takich jak silosy rakietowe oraz bazy bombowców dalekiego zasięgu.
Zmiany są szczególnie widoczne w bazie lotniczej Rogaczewo na archipelagu Nowa Ziemia, gdzie większość środków obrony przeciwlotniczej została usunięta.
Podobna sytuacja ma miejsce w Siewierodwińsku nad Morzem Białym. To jedno z najważniejszych rosyjskich centrów budowy i remontu okrętów podwodnych o napędzie atomowym. Zdjęcia satelitarne pokazują, że z miasta zniknęło około 20 zestawów rakietowych S-300 i S-400 rozmieszczonych wcześniej na stałych stanowiskach.
W tym samym czasie systemy obrony powietrznej wycofywane z Dalekiej Północy pojawiają się w pobliżu bardziej prawdopodobnych celów ataków ukraińskich dronów .
Zdaniem Katarzyny Zysk wojna w Ukrainie dobitnie pokazała, że nawet dobrze chronione, stałe obiekty są wyjątkowo podatne na ataki z użyciem dronów.




1 komentarz
LT
15 lipca 2026 o 10:55Wiadomości zbyt tendencyjne i jednostronne.
Nas nikt już nie zmusi do sztucznej miłości.