Straty, które spowodowała agresja rosyjska na Donbas wynoszą 350 mld USD – wyliczył ukraiński minister rozwoju gospodarczego Aleksandr Borowik i domaga się aby Rosja zapłaciła reparacje wojenne.
Wcześniej również ukraiński premier Arsenij Jaceniuk oświadczył, że “Rosja zniszczyła gospodarkę Donbasu i powinna ponieść za to odpowiedzialność”.
Żądanie Kijowa wywołało oburzenie w rosyjskiej Dumie. Szef komitetu ds. międzynarodowych Aleksej Puszkow napisał na Twitterze, że domaganie się pieniędzy przez stronę ukraińską wydaje mu się dziwne, gdyż “to Ukraina sama wszystko zbombardowała”. Również inni politycy rosyjscy zapewniają, że żądanie władz w Kijowie jest “bezpodstawne i bezperspektywiczne”.
Cóż, “bezpodstawne” pewnie nie jest. W końcu to nie krasnoludki zdobyły Debalcewo, urządziły kocioł pod Iłowajskiem. Śmiercionośne pociski i czołgi nie przyjechały dla separatystów z Grenlandii tylko z kraju Putina. Tam też trafiły maszyny i mienie ze zdemontowanych przez separatystów i Rosjan fabryk Donbasu.
Ale co do tego, że jest to żądanie “bezperspektywiczne” – nie ma żadnych wątpliwości. Po pierwsze, złodziejska mentalność polityków rosyjskich od zawsze nastawiona jest na grabież cudzego, a nie oddawanie komukolwiek czegokolwiek.
Po drugie zaś nawet gdyby nawet jakimś cudem Rosja chciała wypłacić takie odszkodowanie to nie byłaby w stanie – musiałaby bowiem oddać Ukraińcom wszystkie pieniądze, które jej jeszcze zostały.
Kresy24.pl
