
Zdjęcie ilustracyjne. Fot. facebook.com/93OMBr
Dron leciał wzdłuż granicy z Białorusią i nagle zmienił kurs…
Doradca ukraińskiego Ministerstwa Obrony Serhij „Flash” Bieskriestnow twierdzi, że terytorium Białorusi znów zostało wykorzystane jako element zaplecza do przeprowadzenia ataku na Ukrainę.
Ekspert specjalizujący się w analizie technologii wykorzystywanych podczas wojny uważa, że urządzenia retransmitujące sygnał, zainstalowane wzdłuż granicy białorusko-ukraińskiej, znów umożliwiły zdalne sterowanie bezzałogowcem, który uderzył w obwodzie żytomierskim.
Podkreśla jednak, że ostateczne wnioski należą do służb prowadzących dochodzenie.
Jak przekazał Bieskriestnow, 15 lipca około godziny 7:11 jeden z rosyjskich dronów typu Shahed zaatakował stację paliw w miejscowości Małyn w obwodzie żytomierskim.
Z danych ukraińskich systemów radiolokacyjnych wynika, że bezzałogowiec poruszał się początkowo wzdłuż granicy z Białorusią, po czym nagle zmienił kurs i skierował się bezpośrednio na cel.
Zdaniem ukraińskiego eksperta taki manewr może świadczyć o ręcznym sterowaniu dronem z wykorzystaniem obrazu przesyłanego z kamery pokładowej.
Bieskriestnow zwraca uwagę, że odległość od miejsca uderzenia do granicy z Rosją wynosi około 260 kilometrów. Taki dystans znacząco utrudnia bezpośrednie sterowanie bezzałogowcem drogą radiową.
Jednocześnie – jak podkreśla – w czasie ataku nie wykryto w powietrzu innych dronów, które mogłyby pełnić funkcję przekaźników sygnału.
W jego ocenie może to oznaczać, że do przekazania sygnału wykorzystano naziemne retransmitery zlokalizowane na terytorium Białorusi.
Według eksperta, dla Rosji możliwość zdalnego sterowania dronami nad zachodnią Ukrainą ma istotne znaczenie operacyjne.
Bieskriestnow nie wyklucza również, że takie urządzenia mogłyby zostać zainstalowane na Białorusi nawet bez wiedzy tamtejszych władz, ponieważ ich montaż zajmuje stosunkowo niewiele czasu.



Dodaj swój komentarz